Zmiany, zmiany, zmiany. O rany.

Wiecie jak jest z planami. Mówi się o nich szelmowskim sznytem, łypiąc porozumiewawczo okiem. Że niby nie chcemy zapeszać. To taka wysmarowana wazeliną furtka, w którą możemy czmychnąć, jakby nam się odechciało.

Pomyślałem, że zrobię inaczej. Wypcham ten wpis zapeszaniem tak bardzo, jak tylko mi się uda. Zapeszania będzie tyle, że gdyby wypełnić nimi wanny o wymiarach 80×180 i ustawić obok siebie, to byłoby ich w cholerę.

Jakiś czas temu wpadłem na pomysł prowadzenia tego bloga. Miało być nudno i nieprofesjonalnie. Uważam, że plan został wykonany. Ale to tylko część szerszych planów, na które wpadłem w uroczej berlińskiej kawiarni, gdy spijałem piankę z karmelowego latte machiatto.

Zgrywam się, byłem wtedy w Pątnowie i żłopałem zwietrzałą parząchę.

Przez te parę miesięcy wrzucałem sobie posty ni z gruchy, ni z pietruchy, czyli skrupulatnie wypełniałem założenia. Będę to kontynuował, tyle że – o zgrozo – nieco częściej. Czas, który sobie dałem na zapoznawanie się z całym blogosferialnym procederem minął, więc pora na kolejny krok. Te parę miesięcy blogowania, to dla mnie taka jedynka z wyrąbanym synchronizatorem. Jakoś tam się udało ruszyć, śmierdzi nieco sprzęgłem, ale jest – nielubiediesli się toczy.

Jak miałem 13 lat, dorwaliśmy z kumplami malucha. Opowiadałem już kiedyś tę historię. Nerwów co niemiara, jeździliśmy wokół nagrobków, ale jak już się udało wrzucić dwójkę, uczucie było nieziemskie.

I teraz czas na wrzucenie takiej blogowej dwójki. Mojego ulubionego biegu.

Będzie na bogato. Przede wszystkim, jeszcze nudniej i bardziej nieprofesjonalnie. To mój kamień węgielny. Ale pojawi się też nieco poważniejszy format. Od niespełna miesiąca biegam po Toruniu z lustrzanką i poniewieram kamerkę sportową, zbierając materiały na film(-y). Będą emocje, łzy i pościgi (bułgarskie).

Co konkretnie zamierzam nagrywać?

Naturalnie – recenzje, testy i vlogi, ale w planach jest wiele mniejszych i większych formatów z motoryzacją w tle. Już drugą szufladę zapycham scenariuszami. Dlaczego w tle? Dlatego, by nie jej nie hermetyzować. Jest wiele specjalistycznych kanałów, prowadzonych przez naprawdę ogarniętych gości, więc nie mam zamiaru tego powielać. Bo i plany inne, i wiedza nie ta…

Oprócz skomplikowanych hollywoodzkich technik i sztuczek, znajdziecie więc tutaj jeszcze jeden ważny myk – przymrużenie oka. Ale nie jakiś tam delikatny tik nerwowy, tylko takie mocne łypnięcie gałko oczno. Toporne, jak moje poczucie humoru. Z tego też powodu zapraszam do subskrybowania mojego przyszłego kanału, ale jakoś niespecjalnie polecam.

Scenariusz na pierwszy film jest już skończony. Mniej więcej połowa ujęć nagrana. Czego brakuje? Mikrofonu krawatowego, psia mać. Większość rzeczy w życiu robię byle jak, ale tę jedną stawiam sobie za punkt honoru. Audio w moich filmach musi być piękne. Jak od Zimmera. Dlatego jak tylko kupię dobrą krawatówkę, zabieram się za nagrywanie scen najnudniejszych, czyli tych gdzie coś mówię.

To tak w wielkim skrócie. Będą też Instagramy, Snapchaty, Vinesy i zapiekanki. Z keczupem i majonezem, rzecz jasna. Ale dosyć tego zapeszania. Wystarczy, by czuć się mentalnie złapanym za jaja i w tym uścisku pracować dalej. Czekajcie na wieści z podwórka.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Kupując mikrofon nie zapomnij, że do filmów potrzebna jest też kamera :)

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Wiedziałem, że coś przeoczyłem. No po prostu tak żem czuł.