Też jeździsz szybko, ale bezpiecznie?

Jedziesz krętą drogą krajową. Mijasz fabryki, niezliczone pola i tych smutnych, spracowanych ludzi, dla których obserwowanie drogi jest jedną z głównych rozrywek. Akompaniament disco polo sączący się z systemu Bose pozwala ci zapomnieć, że tak bardzo nimi gardzisz. Przed tobą wloką się z prędkością żałosnych, przepisowych 90 km/h dwa tiry, autobus i multipla. Koło gładko przeskakuje nad dwiema ciągłymi liniami, mijasz zakręt lewym pasem i zostawiasz plebs w kłębach dymu. Gdybyś chciał być zawalidrogą, jak oni, kupiłbyś Skodę. Lecz jeździsz szybko, ale bezpiecznie, nie?

Powszechność

Ten bezsensowny banał wszedł nam w krew. Jakoś tak się utarło, że na pytanie „Jakim kierowcą jesteś?”, wszyscy jednogłośnie odpowiadamy: „Jeżdżę szybko, ale bezpiecznie”. Ba, sam nawet chyba z dwa razy sypnąłem tym frazesem. Znamiennej wagi wstydem jest przyznać się do jazdy dosyć wolnej lub, o zgrozo, przepisowej. I nie mówię tu o rozpędzaniu się do prędkości przelotowej liczonym w tygodniach, tylko o wartościach maksymalnych, jakie osiągamy w obszarze zabudowanym, niezabudowanym, czy na drogach szybkiego ruchu. A ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że… jeżdżę przepisowo. Czyli wolno. Pięćdziesiąt w mieście, niecałą stówkę poza. Czy ja na pewno jestem Polakiem?

Przeświadczenie

Niemal każdy kierowca, który jeździ szybko i bezpiecznie, jest prawdziwym mistrzem kierownicy. To taki punkt obowiązkowy, aby nim zostać. Na pierwszy plan wybija się przede wszystkim doświadczenie zdobyte podczas bezszkodowej , trzydziestoletniej jazdy. Najczęściej po jednej, identycznej trasie. Co niedzielę, a czasem też w czwartek, bo nowa gazetka wychodzi. Są też ci, którzy jeżdżą dużo, ale mają pecha. A wina jest tego ślepego dziadka, co to nie zjechał na margines i nie zwolnił, jak był wyprzedzany. Albo tej kobiety, która hamowała zbyt mocno, a przede wszystkim zbyt nagle. I po cholerę w ogóle się zatrzymywała? Przed przejściem dla pieszych? No ludzie, kto jej dał prawo jazdy?

Mamy lato, czas letnich wojaży. Okres wylęgowy bezpiecznych kierowców mknących nad morze czy w góry. Idealny moment, by policytować się z sąsiadem, albo korpokolegą z biurka obok, w jakiż to rekordowy czas łyknęliśmy trasę. Najlepiej lekko podkoloryzować, może kolega się nie zorientuje, że nasza średnia prędkość musiałaby wynosić 150 km/h. Obowiązkowo należy też zgrabnie wpleść opowiastkę o jakimś naiwniaku z trasy, który bardzo blokował, co zaowocowało stratą trzech dni i pięciu minut. Np. o mnie, nie?

Konsekwencja

– No i mówię ci, nie dość, że tyn był dali, to jeszcze trzea go wyłanczać. – usłyszałem wychodząc ze sklepu, gdzie technologia tak ma. Nieznajoma kobieta z niezwykle precyzyjną trwałą kontynuowała monolog skierowany do męża:
– A tamtyn się sam wyłanczał.
– I co w związku z tym? – odparł beznamiętnie mąż, ewidentnie nie słuchając monologu. Doświadczony typ.
– No jak to co? Tamten się wyłanczał, a w tym trzeba wciskać wyłan… wył…
Mam cię – myślę – męcz się!
– No ten, wyłancznik.
Konsekwencja to podstawa.

I z taką samą konsekwencją kultywowany jest slogan „Szybko, ale bezpiecznie”. Tutaj nie ma miejsca na zwolnienie, gdy ruch jest duży, albo gdy przed tobą mkną trzy tiry. Redukujesz, wkręcasz turbodiesla na 3 tysiące i mkniesz przed siebie, spychając łamagi na pobocze. I co najważniejsze, stereotyp Seby w rozpadającym się BMW jest tutaj bardzo krzywdzący. To taki wymarły schemat, który nie ma zbyt wiele wspólnego z rzeczywistością. Obserwuję podobne zachowania od dłuższego czasu (z racji, że jestem drogowym zawalidrogą i czasem ktoś mnie wyprzedzi) i nie przypominam sobie, by mignęła mi przed nosem jakaś e trzydzieści, ani czterdzieści szóstka. A jeździ ich sporo. Tutaj dominują panowie bez poczucia humoru, w swoich niemieckich, rozsądnych limuzynach. Tacy, którzy wykiwali Niemca frajera i nabyli perełkę w topowym wyposażeniu, obowiązkowo ze srebrnymi ramkami i trzymetrową, smętnie dyndającą antenką CB. Jakoś tak szczególnie VAG się w tym temacie wyróżnia i nie mam na myśli Lamborghini.

Zaskoczenie

Najśmieszniejsze, a zarazem najbardziej przykre jest zaskoczenie wielu kierowców, w momencie gdy coś pójdzie nie tak. Samochód rozpadł się na dwie części, a lewy bok owinął się wokół drzewa? Ojej, to na pewno wina złego stanu dróg! Albo drzew, wyciąć w cholerę. Ale przecież nie moja, prawda? Jeżdżę może szybko, ale bezpiecznie. Ostatnio pół internetu wyło z majstra, który swoją wymuskaną RS6 z całym dobrodziejstwem inwentarza przyrżnął w latarnię. Nieco wcześniej inny mocował się swoim Audi z tramwajem. Bezskutecznie. A taki ładny był, amery niemiecki.
Za kierownicą obu siedzieli szybcy, bezpieczni kierowcy.

Nie wiem czy też tak macie, ale osobiście biorę na dystans każdego, kto wypowie te durne słowa. Jeżdżę szybko, ale bezpiecznie. Z góry traktuję taką osobę jako kogoś, kto niezbyt kuma z fizyki i nie ogarnia tego, co może stać się z jego samochodem, albo otoczeniem jego samochodu. Jakoś podświadomie od razu myślę: „Stary, my to się raczej nie dogadamy”.

I dlatego wysmażyłem własne durne powiedzenie.

„Jeżdżę wolno i mam nadzieję, że załapię się na wieczorne siku.”

W domu, bez zbędnych przygód, o własnych siłach. Jak co dzień.

Dobranoc.

Tzn. szerokości.

  • http://tqmm.pl TQMM

    Oj muszę przyznać, że odkąd mieszkam w Bratysławie i regularnie odwiedzam południową Polskę to też się obskórnie wlokę. Bratysłava > Zilina – max 150km/h, potem już raczej 100 nie przekraczam, w mieście max 60…stetryczałem… a może to przez samochód mający (teoretycznie) 100KM… nie wiem, ale muszę przyznać, że dawno nie odczuwałem potrzeby łapania odcinki na 5-tym biegu…

  • pieklonakolach

    Z jeżdżeniem szybko i bezpiecznie jest podobnie jak z pływaniem moim zdaniem, ci którzy zasilają statystyki utonięć też twierdzą, że świetnie pływają.
    Parafrazując klasyczny cytat – mamusie oszukasz, tatusia oszukasz, ale fizyki nie oszukasz.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Faktycznie slogan trochę wyświechtany i nawet śmieszny, ale nie określa on co to znaczy to „szybko”. Bo jeśli są trzy pasy, pobocze, przeciwny kierunek oddzielony barierką i znak 50 km/h to nawet dwa razy szybciej to jest szybko? Moim zdaniem jazda z przepisami to też nie wszystko. Ja wolę jak ludzie jeżdżą z głową na karku, a nie z kodeksem na kolanach. I nie ZA SZYBKO.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Czasem wystarczy zdać sobie sprawę, że dozwolona na danym odcinku prędkość jest prędkością maksymalną a nie prędkością obowiązkową 😉

  • http://bass-driver.blogspot.com/ Jarek Michalski

    Niegłupi wpis, Panie Szanowny. Niegłupi.

    Ja sam jeżdżę może niezbyt szybko (choć przyznaję, że wlec się nie lubię), ale dynamicznie. Zielone a ja mam pole position? Dzida, tak by nikt za mną nie czekał. Ktoś stoi przede mną na światłach? Staram się ruszać jednocześnie z nim, max ułamek sekundy później. Jasne, nie w 100% przypadków się udaje, czasem zdarza się zagapienie (szczególnie wieczorem, gdy człek zmęczon), ale staram się tego trzymać. Co do prędkości – ta zależy u mnie od warunków na drodze, stanu auta i gęstości ruchu. Zazwyczaj jadę tak, żeby inni nie musieli mnie ciągle wyprzedzać, ale jednocześnie tak, by samemu ograniczyć ten manewr do minimum (co niestety czasem oznacza „nieco powyżej dozwolonej”). Czy szybko? Chciałbym móc, tzn. żeby były warunki, również po stronie moich umiejętności.

    Najważniejszy jest rozsądek, zasadniczo.

  • fix

    Lubie szybko jeździć, ale wiem, że żadnego podmiejskiego wyścigu bym nie wygrała bo dla mnie przejścia dla pieszych i skrzyżowania to świętość. Poczucie moralności jest u mnie silniejsze niż żądza prędkości. Zresztą nocni ściganci mają wyjątkowo słaby gust muzyczny i absurdalne poczucie nieśmiertelności i własnej nieomylności. Natomiast od świateł zwykle odstawiam każdego ociekającego testosteronem samca alfa, oczywiście po upewnieniu się, że nie zbliża się żaden przechodzień, karetka ani statek kosmiczny i tylko do 3 biegu… Chyba ten frazes i mnie dotyczy. Jedyne co mnie ratuje to dystans do siebie i to, że nie używam go publicznie do opisu mojego stylu jazdy.