Staszek, jego szwagier i Akcja Znicz

Telewizor stojący w rogu mieszkania można by określić jako w miarę nowy. 32 – cale, ekran niemalże płaski i nie sieje jak to poprzednie pudło, przywiezione z NRD. Nienachalnie czuć pieniądz. Szkliste oko Staszka mija pusty kieliszek i zatrzymuje się na modnej pani z telewizji. Jej usta są jedną wielką powagą. „Akcja znicz” – miotają grozą w powietrzu. Staszek dostaje rykoszetem w nogę.

– Polejno, Heniu. – mówi, sięgając po pilota. – Mądrze kobieta gada. Ja to bym ich wszystkich pozamykał. Wariaty drogowe. Tylko do pełna nalej, żeby język smak zdążył poczuć.
Henryk, zdeklarowany Szwagier Stanisława, zna swoją rolę. Z pietyzmem chwyta za flaszkę i niespiesznie zaczyna przechylać. Szlachetny płyn okrywa ściankę butelki, rozpościerając się nad nią niczym morska fala. Strumień – rwący wodospad – wypełnia kieliszek płynem, a twarz Staszka uśmiechem. Ta ostatnia kropla, ta która odbija się od tafli, majestatycznie wzbija ponad nią, by chwilę później opaść i zniknąć na zawsze, chwyta Henryka za serce. Za każdym razem, nieodzownie, dlatego nalewając nie patrzy. Robi to na słuch. Tym razem spojrzał. Zaginiona kropla, jako łza brzęcząca, albo cymbał brzmiący, wypływa na jego twarzy.
– Bo widzisz Heniu, ja ci powiem jak jest – przerywa wzruszenie Staszek rozpoczynając myśl.
Nie zdanża. Henryk wchodzi w pół słowa, jednocześnie chwytając za kieliszek. Kieliszek pełen tak, jak kanka winna pełna być mleka.
– Stasiu, nie nerwuj się tak. Najważniejsze, że myśmy nie są głupi. Ty wiesz, ile wypijesz. Znasz swoje siły. Dla kurażu nie zaszkodzi, nie? Ale umiar znać trzeba. A jak oni nie znają, to niech nie wsiadają za kółko. Dobrze godom?
– Jak zawsze, Heniu. I za to cię szanuję.

Wczesny poranek. Stanisław odgarnia kurtkę Henryka z twarzy. Następnie odgarnia z twarzy Henryka. Wstaje.
– Kurwajegomać – zauważa.
Dostrzega na stole wybawienie. Istną ulgę. Kwintesencję opoki. Bezkresne ucieleśnienie ukojenia. A jeszcze wczoraj nazwałby to wodą spod ogórków. Pije. Odżywa. Lico nabiera koloru, oczy blasku, ręce wygaszają swój taniec drżenia. Henryk zaś rzyga i wymiotuje – na przemian.
– Zbieraj się, Heniu, mamy święto. Jedziemy uczcić pamięć naszych nieodżałowanych przyjaciół. Pamiętasz Romana? Ten to potrafił wypić!
Henryk się wzrusza. Słowa kolegi uderzają go w serce. Rzyga, wymiotuje i płacze.

– Rzęzi ci ten silniczek coś, Stasiu, co? Taki ładny ten twój Passacik, ale rzęzi ci silniczek coś. Ładny silniczek, no, dizelek, niedużo pali, ale rzęzi ci. Co nie? Coś ci rzęzi, Stasiu, nie? No, rzęzi. Takie charakterystyczne odgłosy wydaje, takie – ja bym to nazwał – rzężenie.
– Wiem Heniu. Wnuczuś mój, Sebuś kochany, już mi to rozszyfrował. To Vanos, mi powiedział, u siebie też robił. Olej wymienię i przestanie, zobaczysz Heniu. Mówię ci. Pamiętasz Zbyszka? On wymienił i mu nawet oświetlenie bagażnika wróciło. Jak dbasz, tak masz. Zapalimy mu świeczkę.

Drżenie wróciło. Wraz z nim, zmaterializował się strach. Nie jest dobrze, trzeba działać – pomyśleli jednocześnie. Zimne piweczko w butelce, bo w puszce to rdzą przechodzi. Trzeba wypić. Dla bezpieczeństwa, aby precyzję w rękach przywrócić.
– Panie Staszku kochany – odzywa się znajoma ekspedientka – ile podać? A, dwa, bo pan samochodem. Teraz tak jakoś dopiero zauważyłam – teraz tak jakoś dopiero zauważa.
– Zgadza się pani Bożenko. A dla Henia normalnie, cztery.
Wychodząc ze sklepu spoglądają na duży plakat. Mrużą oczy. „Akcja znicz” – czytają.
– A pamiętasz, Heniu, Zdzicha?
– Stasiu, pij to piwo szybciutko, drugie dopijesz w domu. Do Zdzicha pojedziem pojutrze, jak się ta cała akcja znicz skończy. W zeszłym roku kilkadziesiąt osób wykończyła, to z nami by se nie dała rady? Nie ma co ryzykować.
– Masz rację, Heniu. Wsiadaj, jedziemy do mnie, Halina dobrą pomidorową wczoraj ugotowała. Tylko jeszcze podjedziemy na stację. Po olej.

  • http://www.laurico.pl Laurico Kraków

    Jakie to prawdziwe…takich sytuacji zdarza sie mnóstwo, a najwięcej właśnie przy okazji świąt.