Rozterki blogera motoryzacyjnego

Pisanie o motoryzacji to niewątpliwie niezwykła odskocznia od codzienności. Powiew świeżości, pasji i takiego przyjemnego uczucia w żołądku. Jak na karuzeli, tylko zamiast niej masz fotel. Ale obrotowy, więc jakiś tam punkt wspólny jest. Problem pojawia się wtedy, gdy twoją pracą jest…. pisanie o motoryzacji. No po prostu odmiana WCHUJ (Wydział Chemiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego).

I najgorsze jest to, że zarówno pisanie za piniondz, jak i pisanie na bloga jest zupełnie różne. Takie niepełne. Z jednej strony poruszasz naprawdę ciekawe tematy, takie które przydałyby się niewątpliwie niejednemu Sebie wpisującemu wściekle: „Silnik nie odpala, czy to vanos?”, a z drugiej strony masz całkowitą dostępność frywolnych i sowizdrzalskich zagrań. Mogę sobie teraz napisać:
– Dupa, jebnięcie, wkurw, parlament. Czy jakieś inne wulgarne słowo.
Co najwyżej wyjdę na prostaka.

Ale z drugiej strony Seba pozostanie niewzruszony. Przecież on nawet pewnie nie zna słowa „parlament”. I ten dysonans pomiędzy tym, co przydatne, a tym, co przyjemne, najbardziej wzrusza me trzewia. Pamiętam jak się zapomniałem i do jednego klienta wysłałem tekst, w którym pisałem o jakimś sportowym wozie i wspomniałem, że wielkość bagażnika nie gra żadnej roli. Jasna sprawa. Oburzenie zleceniodawcy było ogromne. Zapewne popluł cały monitor. I jak robił zakupy w Almie po pracy, to zapomniał wziąć gazetek reklamowych na rozpałkę pod ciepłą wodę. Na bank.

Z drugiej zaś strony, prowadząc samego bloga nigdy pewnie by mi się nie chciało pisać o rodzajach poduszek pod silnikiem, ani opisywać gamy silników w Volkswagenie Corrado. I potem stałbym jak ciele w towarzystwie maniakalnych petrolheadów, potakując nerwowo drącym łukiem brwiowym. A teraz to mogę jednemu i drugiemu powiedzieć: „E tam, G60 był fajny, ale VR6 go zjadał”. Jakby któryś fikał, to opowiem o połączeniu zalet silnika widlastego z rzędowym, o niewielkim rozstawieniu tłoków i korzyściach jakie z tego płyną. Bez znaczenia, czy o tym wiedział wcześniej, czy nie. Liczy się profesjonalny, nie znoszący sprzeciwu ton.

I tak się teraz zastanawiam, czy mnie to naprawdę denerwuje, czy po prostu jestem głodny. To pewnie przez Bartka z Just Well Driven, który pisał wczoraj o fast foodach i narobił mi smaka. Idę na Orlen. Zobaczymy czy pomorze, czy małopolska.

  • http://www.wirujaceoktany.pl/ Mikołaj „Ramox” Lora

    „Silnik nie odpala, czy to Vanos? ” xD Wygrałeś 😀