Wiecie, że przycisk START może was zabić?

Prawdopodobieństwo jest jeszcze większe, jeśli waszą ojczyzną są Stany Zjednoczone. I sprawa jest naprawdę poważna – przez mały przycisk zginęło już 13 osób. Pozew jest już gotowy, producenci aut na bank są u pani.

Przyznam szczerze, że gdy przeczytałem dziś ten artykuł na Interii, lekko zmroziło mi lewą stopę. Mniej więcej do kostki. Bo rzecz jasna na próżno szukać w moim Hyundaiu przycisku START do uruchamiania silnika. Jest kluczyk i nieco przycinająca się stacyjna. Eleganckie rozwiązanie. Ale jakaś część mnie poczuła strach. A co, jeśli kumpel podjedzie po mnie autem z takim przyciskiem? Co jeśli wsiądę do taksówki z takim fjuczrem? Przecież ja nawet nie wiem jak się testament spisuje. Papier w linie, w kratkę? Czarnym musi być?

Nie no, umrę – pomyślałem.

Zdobyłem się jednak na chwilę spokoju. Zastanówmy się – co takiego może nam zagrażać w związku z przyciskiem bezkluczykowego uruchomienia auta. Pierwszą myślą było nieumyślne odpalenie wozu przez jakieś rozpieszczone dzieciaki. Może się zdarzyć, nie? Drugą myślą było to, że możemy niechcący wcisnąć ten przycisk podczas jazdy. Niektórzy producenci spędzili naprawdę dużo czasu nad tym, aby celowanie weń łękotką było intuicyjne i łatwe.

Trzecią myślą były cycki.

I została ona brutalnie przerwana przez dalszą część artykułu. Bo oto się okazało, że wszystkie moje myśli były absolutnie błędne. Zwłaszcza trzecia. Cóż więc stało za tą wysoką śmiertelnością zrodzoną przez bezlitosny i popieprzony do bólu przycisk START?

TLENEK WĘGLA

Alejagto? – spytacie. Zresztą słusznie. Jaki związek ma tlenek węgla z kawałkiem plastiku? Już tłumaczę. Wyobraźcie sobie takiego przeciętnego Amerykanina. Nazywa się Stanley. Ma szeroki uśmiech, litrowy kubek coli w ręce i nieskalany dzianinowym okryciem hydrauliczny rów. Stanley wraca z Wallmarta, parkuje w swoim garażu, a niedługo potem umiera na śmierć. Wiecie dlaczego?

Bo zapomniał wyłączyć silnik.

Najzwyczajniej w świecie wyszedł z auta z kluczykiem wbitym między trzecią, a czwartą fałdę Dumy Prawdziwego Mężczyzny (zwaną niepoprawnie brzuchem). Brzmi idiotycznie? Zgadza się. Ale Stanley nie żyje. Tak jak dwanaście (sic!) innych osób. Np. Dżesika. Co nie nacisnęła guzika. Badum tss!

Naprawdę, polecam ten artykuł. Jest wyborny.

  • http://tqmm.pl TQMM

    Przeczytałem ten artykuł na Interii. Chyba rozważam przeprowadzkę do stanów. Przecież tam można żyć na samych procesach sądowych! Brakuje do 10-go? Wymyślmy absurdalny pozew, którego logika nie podważy! W takim kraju nie powinno to być trudne. A Miliony będą spływać na konto 😀

  • https://www.facebook.com/AEROzol AEROzol

    Hmmm czemu wszystko oczywiście musiało dziać się w USA ? 😛