Pozbyłem się go o poranku

Mój zwykły dzień wygląda podobnie jak Wasz. Wstaję wczesnym rankiem, idę do łazienki, potem czytam w PLOS ONE kilka metaanaliz na grubych kohortach, a następnie idę coś zjeść. Ale ten dzień do zwykłych nie należał, a pamiętam go tak, jakby zdarzył się wczoraj. Zamiast zwyczajowej kanapeczki z żółtym serem, miałem do przegryzienia zagwozdkę: jak do cholery zlać tę benzynę z baku?

Najtrudniejszy telefon w życiu

Pierwsza rozmowa o pracę, pierwszy telefon do dziekanatu, pierwsza rozmowa z klientem – to wszystko chuj. Dla mnie najtrudniejsza rozmowa telefoniczna nadeszła w momencie, gdy podjąłem decyzję o zezłomowaniu auta. Zaszedłem niepewnie do Internetu, a przeglądając te strony skupów aut, jakby wyrwane z roku 2000, czułem się tak, jakby mi ktoś wyrywał część – jak mawia Beata Kempa – mojej osoby. Gdy znudzony pracą, upałem i życiem pracownik złomu wyceniał mojego Hyundaia Coupe, wydawało mi się, że ktoś wycenia część mnie. Bo pierwszy samochód to nie przedmiot, ale narośl wrastająca w ciało niczym zaniedbany paznokieć.

Hasztag będę robił

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej podjąłem decyzję, że czas przestać być nieodpowiedzialnym chłopcem i pora stać się silną oraz niezależną kobietą. Planowałem oddać ten południowokoreański wyrób samochodopodobny do lokalnego czarodzieja mechaniki, który zrobi mi wszystko jak dla szwagra. Do zrobienia było, jak mi się wówczas wydawało, całkiem niewiele.

Do wymiany były tylne tarcze, opony, tylny zderzak urwany przez osiedlowego mistrza parkowania równoległego oraz olej silnikowy. Opieki wymagała też instalacja podtlenku, gdyż od roku nie działał jeden wtrysk i jeździłem na benzynie jak jakiś bogol.

Większość tych rzeczy mógłbym zrobić sam, ale w porę przypomniałem sobie, że na jedną naprawioną przeze mnie rzecz przypadają trzy popsute. Nie robiąc nic byłem więc jakby dwie naprawy do przodu. Liczba jest liczba, matematyki nie oszukasz.

Jak nie urok, to co?

Postanowiłem oddać samochód do mechanika. Już witałem się z gąską, już zamawiałem tarcze, klocki, oleje i inne, gdy nagle rozstąpiły się kurtyny bramki numer trzy, a ja ujrzałem zapakowanego w worek Zonka. Od razu zrozumiałem cytat Mika Tysona, że każdy ma jakiś plan, dopóki nie dostanie pięścią w mordę. W ciągu zaledwie miesiąca spłynęły na mnie takie przyjemności jak: pęknięta szyba, urwane klamki wewnętrzne (obie!), uszkodzone oświetlenie, zatarta piasta, uszkodzona klimatyzacja, urwana linka otwierania maski czy uszkodzony wahacz. Oprócz tego po zimie zakwitła korozja, mimo że przez pieprzonych 19 lat żywota tej pseudosportowej chimery nie było jej wcale.

Nie przejąłem się tym zbyt mocno. Każdą z tych rzeczy mógłbym naprawić, nic wielkiego. Ale nadszedł ten dzień. Buka świata automobilizmu. Tuż po tym, jak zmarnowałem osiem godzin na dokładne czyszczenie wnętrza i woskowanie lakieru.

Dzień po tej nierównej walce z docieraniem mazów wybrałem się na przejażdżkę, ale już od początku było coś nie tak. Nie wiem z kim była moc, ale na pewno nie ze mną. Silnik ledwo dyszał, przygasał na wolnych obrotach, a w kabinie pojawił się znajomy zapaszek bezołowiowej. Gdy zajrzałem pod maskę, zobaczyłem pustkę w zbiorniku wyrównawczym płyny chłodniczego. Uszczelka pod głowicą, żaden problem – pomyślałem. Żartuję, zacząłem rzucać brzydkimi słowami i myślałem tylko o tym, czy uda mi się wrócić do domu xD

Spokój ducha można kupić

Po wizycie u mechanika utwierdziłem się w przekonaniu, że spłynęły na mnie już chyba wszystkie południowokoreańskie plagi. Brakowało tylko, nie wiem, urwanego koła. Wtedy już wiedziałem, że dni niebieskiego Hyundaia Coupe, mojego pierwszego samochodu, są policzone. Teraz tylko trzeba było się go pozbyć.

W pierwszej chwili pomyślałem o tym, by wrzucić go na OLX-a i opchnąć za cenę roweru. Bez obaw, miałem zamiar opisać wszystkie usterki, włącznie z zacinającą się szybą i brakiem lampki w drzwiach pasażera. Zreflektowałem się, całe szczęście, bardzo szybko. Samochód niestety dalej jeździł, więc oczyma wyobraźni widziałem Sebę z Matim, którzy nic nie robiąc sobie z moich ostrzeżeń, zatankują LPG do pełna i będą upalać Heńka na drodze krajowej numer 25.

Czułem, że nie ogarną wszystkich fakapów, bo sam je ledwo ogarniałem i rozwalą się zanim dojadą do ronda. Postanowiłem więc oddać Hyundaia na złom i przyczynić się do oczyszczenia polskich dróg z samochodów zagrażających życiu, rozumowi oraz godności człowieka. Nie chodzi nawet o przyzwoitość czy zdrowy rozsądek, kierowałem się egoizmem. Już widziałem te relacje w telewizji, z niebieskim Hyundaiem Coupe wkomponowanym w drzewo lub przystanek autobusowy. Podpis brzmiałby pewnie: „Nieznany bloger motoryzacyjny skazał na śmierć dwóch młodych mężczyzn. ZOBACZ ZDJĘCIA”.

Postanowiłem oddać strupa na złom, zgarnąć kilka stówek i mieć święty spokój. Pykło. Pozostało jedynie spuścić benzynę z baku.

Wyszedłem z wprawy

Byłem w tym dobry. Gdy miałem 13 lat, spuściliśmy z kolegami chyba z 30 litrów benzyny z Fiata Punto jego ciotki. Potrzebowaliśmy wachy do zasilenia Malucha, którego upalaliśmy wokół zakładu kamieniarskiego otoczonego najróżniejszymi nagrobkami. Strzelam, że mniej więcej połowę tej benzyny własnoręcznie wypiłem, bo nie za bardzo kminiłem technikę zaciągania płynu do uzbrojonego węża ogrodowego.

Teraz, po kilkunastu latach, wyszedłem z wprawy. Za cholerę nie udało mi się wcisnąć wężyka do baku, a wszelkie inne techniki spuszczenia benzyny zawiodły. W przypływie desperacji chciałem nawet przewiercić zbiornik i zlać wachę do miski, ale bałem się potężnego wybuchu zakończonego długim lotem i efektownym lądowaniem w jednym z pobliskich jezior. A ja nie umiem pływać.

Możesz mieć tylko jeden pierwszy samochód

Wstałem więc pewnego pięknego lipcowego poranka, poszedłem do łazienki, a następnie olałem metaanalizy oraz kohorty i zadzwoniłem do skupu złomu. Po kilku godzinach przyjechał wąsaty typ z lawetą i wciągnął na nią pięć ostatnich lat mojego motoryzacyjnego życia. Wywiózł te moje podróże, przejażdżki, usterkowe przygody i weekendowe wypady w ciągu kilkunastu minut, a na podwórku pozostała jedynie wygnieciona trawa i cisza.

Pierwszy samochód można mieć tylko raz. Cieszę się, że mój wybór był nierozsądny, pochopny, a nawet całkiem głupi. Ten dziadowski Hyundai zafundował mi tyle dziwacznych przeżyć, że będę wspominał je do końca życia lub zdiagnozowania Alzheimera. Nie warto marnować beztroskiej młodości na porządne i rozsądne samochody. Na to zawsze przyjdzie czas.

PS Już niedługo zabieram się za poszukiwania nowego samochodu, więc szykujcie popcorn i bądźcie w tym ze mną. Będzie mi znacznie raźniej :)

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    Bardzo zgadzam sie z puenta, ze pierwszy samochod ma sie tylko raz! :) moim tez juz z 10 lat goli sie nastepne pokolenie petrolheadow.

    Auta pojechaly do krainy darmowych autostrad i paliwa…

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      W tym wszystkim pocieszający jest fakt, że być może komuś przydał się jakiś przeszczep. Kto wie, może jakiś typ odpala codziennie przed pracą swojego Hyundaia Heńkowym rozrusznikiem? Albo otwiera niebieską maskę, by dolać oleju? :)

  • https://folia-samochodowa.pl eryk80

    „Pierwszy samochód można mieć tylko raz” – jakie to piękne… Nie dziwię się, że dziadek swój pierwszy samochód wywiózł na wieś i choć cały zardzewiały stoi i straszy, to on czasem sobie do niego wsiada i udaje że prowadzi :)

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Też miałem taki plan! Chciałem postawić go na cegłach w ogrodzie, by testować na nim kosmetyki i akcesoria autodetailingowe. Byłby to najlepiej zakonserwowany gruz w Polsce 😉

      • https://folia-samochodowa.pl eryk80

        Najlepsze pomysły przychodzą po fakcie :(

        • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

          To prawda!

  • https://www.zomen.pl mareksz

    Początkiem grudnia kupiłem swoje pierwsze auto, więc nie wiem jeszcze czym jest ból rozstania z nim, ale wnioskuję, że trzeba go pielęgnować jak najdłużej, żeby jak najdłużej został https://media0.giphy.com/media/3ofT5SgD8qt8yCxcpG/giphy.gif

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Tak rób! Ja już wydałem miliony monet na kosmetyki do pielęgnacji nowego, nie zakupionego jeszcze, samochodu 😉

      • https://www.zomen.pl mareksz

        JESZCZE! 😀

        • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

          Ale styczeń jest mój, poszukiwania będą zakrojone na grubą skalę xD

          • https://www.zomen.pl mareksz

            Powodzenia :)

  • https://www.czescina5.pl Czescina5.pl

    Bardzo fajne wpisy – ciekawie się czyta :) Kolejne, związane z poszukiwaniem auta też 😀

    ________________
    https://czescina5.pl/