Poszukiwanie nowego samochodu – 4 opcje, każda zła

Mogłoby się wydawać, że zakup samochodu to zwykła decyzja zakupowa na temat stosunkowo drogiego, ale jednak produktu. Nic bardziej mylnego. To deklaracja na temat tego, kim jesteś, co lubisz i jak patrzysz na świat. A ja właśnie zdałem sobie sprawę, że nie wiem, kim jestem.

Samochodu szukam zaledwie od dwóch tygodni, ale już teraz wiem, że utknąłem w kropce. Gdy Amundsen cisnął w stronę bieguna południowego, nie zastanawiał się, w którą stronę iść – wiedział to. Myślał jedynie o tym, by poradzić sobie z zelżałym upałem, by wykopana jama śnieżna nie obaliła mu się na głowę i by nikt go znowu nie ubiegł. Ale raczej wiedział gdzie iść.

A ja jestem w kropce, bo nie wiem, kim jestem. Próbuję zastanowić się, jaki samochód będzie odpowiadał mojej duszy, temperamentowi i światopoglądowi. Pewnie zauważyliście, że psy upodabniają się z czasem do swoich właścicieli. Bez względu na to, czy przed amstafem był jamnik czy rottweiler, będzie zachowywał się tak samo. I z samochodami jest podobnie.

Hyundai był kapryśny, umiarkowanie kiepski i podchodził do życia lekkodusznie. Był taki jak ja, gdy go kupowałem. Od tego czasu minęło 5 lat, więc większość komórek w moim ciele odeszła na emeryturę, jestem takim nielubiedizlim Tezeusza. Ale gdy zastanawiam się, kim naprawdę jestem, dochodzę do następujących wniosków. Posłuchajcie.

Fan motoryzacji, co nie?

Lubię o sobie myśleć, jak o miłośniku motoryzacji. Pracuję z nią na co dzień, skrobię ten blog, a gdy widzę na ulicy jakiś ciekawy model to cmokam z zachwytem. Z nieuzasadnionych przyczyn szczególnie mocno zachwycam się motoryzacją włoską, z którą nie mam nic wspólnego. Oprócz Malucha, nie prowadziłem nawet żadnego włoskiego auta!

Gdy jednak myślę o sobie, jako o miłośniku motoryzacji, widzę siebie siedzącego w kawiarni, przy dobrym cappuccino. Czytam „Corierre dello Sport”, zakładam nogę na nogę, przeglądam się w zapiętych na jedną klamrę monkach i rzucam nonszalancko na stolik kluczyki z logiem Alfy Romeo.

Zgadza się, pierwszym samochodem, który przyszedł mi do głowy, była Alfa Romeo. Szczególną miłością pałam do modelu 159, który, moim zdaniem, bije stylistyką Giulię na łeb. Gdy podjąłem decyzję o zakupie nowego auta, od razu wbiłem na OLX-y i namierzyłem wszystkie gruzy w okolicy. Problem w tym, że w kwocie do 15 tys. można dostać jedynie egzemplarze z wahaczami wygiętymi w chińskie osiem, najsłabszymi JTD-kami smarowanymi margaryną Kasią i skrzynią M32 zdrutowaną na trytytki. Dopuszczam więc erzac w postaci Fiata Bravo II, który jest przyjemnie włoski, tak jak lubię.

Poważny pan

Po chwili przypominam sobie, że mam już 27 lat, narzeczoną i dwa koty. Czasy beztroskiego upalania Hyundaia Coupe już dawno minęły. Jako freelancer powinienem mieć uporządkowane biurko, zaprasowane w kancik chinosy i nonszalancko narzucone na bujną grzywkę przeciwsłoneczne okulary.

I tutaj przed oczami pojawia mi się jakieś Volvo albo Saab. Auto odpowiednie dla kogoś, kto chce prowadzić uporządkowane życie, a jego rozrywką jest czytanie raportów finansowych i obserwowanie dygnięć WIBOR-u. I nawet mi ta wizja pasuje, bo w Volvo czułbym się naprawdę nieźle. Opowiadałbym znajomym kognitywistyczne żarty i zachwycał się podcastami o budżecie domowym. Trochę taki jestem.

Wewnętrzny Sebastian

Następne wcielenie odrobinę mnie przeraża, ale nie potrafię z nim walczyć. Gdy widzę na drogach samochody marki BMW, budzi się we mnie mój wewnętrzny Sebastian. Pragnę kupić zglebioną bunię, jechać nią pod Lidla i dać jej na zimnym. Wstydzę się tego, ale zaakceptowałem to moje oblicze i karmię je okruszkami, np. dociągnięciem do 4 tys. obrotów lub przekroczeniem prędkości o 15 km/h. Już nawet wybrałem, wokół którego drzewa się owinę. Ale tylko tak lekko, bo to niebezpieczne.

Najmocniej rozglądam się za BMW serii 1, które pozwala mi zachować odrobinę szacunku do samego siebie. To mało poważany model wśród miłośników marki, co jest dla mnie niewątpliwą zaletą. W moim budżecie znajdę jedynie biedacką wersję 116i z dychawicznym silnikiem N45, ale jak wspominałem w poprzednim poście, nie zależy mi na osiągach. Zdaję sobie sprawę z wadliwego napinacza rozrządu, ale potraktuję go po prostu jak element eksploatacyjny i będę wymieniał wraz z olejem. Albo wraz z silnikiem, to zależy.

Poranna witaj zmiano

Gdy już tak powyobrażam sobie te bączki wokół ronda, nocne zloty pod Żabką i weekendy spędzone na zeskrobywaniu przystanków z lakieru, przychodzi otrzeźwienie. Najczęściej wtedy, gdy zamykam OLX-a i zdaję sobie sprawę, że łatwiej zdobyć biegun południowy niż kupić uczciwe, solidne, rzetelne, i tak dalej, i tak dalej, BMW.

I wtedy decyduję się na drastyczny krok. Rozważam zakup Opla Astry H. Momentalnie przed moimi oczami materializuje się pińcetcalowy telewizor, a w nim kabarety. Na brodzie czuję tłusty film rosołu i próbuję sobie przypomnieć, po ile stoją pokrowce na fotele, te z imitacją skóry. Wyglądam przez okno i nie widzę nic, poza odbijającą się w szybie gębą wyrażającą niechęć do świata. I myślę, że są gorsze rzeczy w życiu niż Opel Astra H.

Podsumowanie

Jeszcze nie wiem co wybiorę. Powyższe wizje mieszają się między sobą cały czas, co w sumie mnie mocno bawi. W ostateczności pewnie i tak wybiorę stosunkowo rozsądnie, bo w życiu bardzo często decydujemy się w kontrze do poprzednich wyborów. I z tego powodu jeszcze bardziej cieszę się, że mój pierwszy samochód był nierozsądny, bo trzeci, kupiony pewnie w okresie kryzysu wieku średniego, będzie jeszcze głupszy. Trzymajcie się w tej internetowni!

  • Pafnucy Mordzielak

    „Gdy Amundsen cisnął w stronę bieguna północnego”

    …ubiegł go Peary. Więc Amundsen się obraził, obrócił nazad i tak cisnął, aż znalazł się na biegunie południowym. Na bieguny wschodni i zachodni już mu nie stało pary, więc zostawił je Puchatkowi.

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Fakt! I nie zapominajmy o licznych, równie ekstremalnych, nocnych wyprawach po Amundsenie! 😉

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    Ja nie mam takich rozkmin :) jestem burakowym betonem neskim z „umiem w excel” . I w ten sposob rozwiazuje problemy. Nawet takie rzeczy (zwlaszca subiektywne) jak estetyka, „podoba sie” mozna zkfantyfikowac do oceny i potem podsumowac z innymi wskaznikami.
    No natomiast jesli wybor jest w jednej linijce miedzy astra, 1 seria, 159 i volvem…
    Albo masz w sobie 4 silne ega :)
    Albo zero wlasnego i miota sie po wszystkim 😛

    Ale mam rade! Na pewno nie kupuj z rozsadkiem bo na to szkoda czasu! Zaczniesz traktowac auto jak lodowke. Chwila radosci z rozsadnego zakupu, ale kiedy znajomi beda rozmawiac o czyms z moto, bedziesz sie bal wejsc w dyskusje bo jeszcze ktos zapyta co masz i postawi cie w niewygodnej sytuacji ze masz „szarego rozsadnego sedana” .

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Masz rację! Z punktu widzenia psychologii społecznej satysfakcja po zakupie rzeczy, jakkolwiek droga, wymarzona i prestiżowa by nie była, mija bardzo szybko. Inaczej jest z zakupami doświadczeniowymi, które miło wspomina się latami, nawet gdy wiążą się początkowo z przykrymi doświadczeniami. Miałem Hyundaia, więc wiem co mówię 😛 Ale idąc tą logiką, musiałbym kupić Alfę, bo w tym przypadku szanse na bogate przeżycia i doświadczenia są najwyższe, pod każdym względem 😀

      • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

        Ale wiesz ze 159 dlatego wlasnie trzyma cene bo wbrew pozorom jest wyborem rozsadnym :) 156… No to stereotypowo, wloska uroda za babskie fochy. Ale 159 to taka wloszka z mamy i urody, niemka z taty i sprawnosci :)

        • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

          Tak to sobie racjonalizuję! 😉

  • Kacper Brzeziński

    Muszę przyznać że masz całkiem niezły rozstrzał, jakby 4 zupełnie inne światy…,ale brakło mi tu dopełnienia tego miszmaszu – jakiegoś wesołego hatchbacka. Czy to celowe? No bo tak z boku patrząc ,wydaje się to idealne rozwiązanie dla kogoś kto nie wie kim jest i dokąd zmierza :) Taki powiedzmy warm-hatch dla postronnego obserwatora jest jak „poranna witaj zmiano”niby nic szczególnego, z drugiej strony dla fana motoryzacji raczej nie ma powodu do wstydu, na pewno znajdzie się parę smaczków, z trzeciej można dać upust swojego wewnętrznemu Sebie, albo chociaż wewnętrznemu przedstawicielowi handlowemu 😀

    Btw. Z tymi włoskimi furami to zawsze fajnie brzmi przy ziomkach, ale wybrać coś fajnego dla moto entuzjasty to niezła zagwozdka. W swoich rozważaniach zawsze się łapałem nad tym że 159 jest cudowna ale jakbym miał budżet na 159 to brałbym coś innego XD Fiat coupé , alfa romeo gtv są jakieś ,może jakaś Lancia byłaby ciekawa, ale najmniej problemowa z tanich ciekawych włoskich fur jest (wg mnie) Barchetta.

    Na koniec żeby całkiem namieszać powiem że też tak kiedyś rozważałem fury z różnych światów ,aż wsiadłem do Vectry V6 ,myślałem fajne duże bezpieczne komfortowe z mocą ukrytą pod butem oj jak się myliłem oj jak ten samochód mi nie pasował. Po tej niezapomnianej przejażdżce już wiedziałem czego w motoryzacji nie szukam , a poszukiwania skręciły w stronę małych funcarów w których dzwon = śmierć, tak oto kupiłem mx-5 😀 Życzę każdemu petrolheadowi takiej podróży zakupowej ,z elementami odkrywanie siebie. Jest później co wspomnieć 😉

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Warm-hatch to moje skryte marzenie i definicja idealnego samochodu. Uwielbiam niepozorne wozidła, które dużo potrafią. I nie chodzi jedynie o duża moc, ale przede wszystkim zachowanie w zakrętach. To uczucie, gdy samochód prowadzi się jak gokart, jest najlepszym uczuciem świata. Problem w tym, że warm-hatche z ciekawymi silnikami mocno trzymają cenę i w moim budżecie raczej nic nie znajdę, a nie chcę zapuszczać się w lata 90.

      I doskonale rozumiem, co czułeś z tą Vectrą! Mi kiedyś doskonałym wyborem wydawały się Peugeoty, np. 307 czy 207. Wyglądają dobrze, są nieźle wyposażone i można je dostać w cenie średniej jakości roweru szosowego. Ale potem miałem okazję przewieźć się kilkoma francuzami i ich zachowanie w zakrętach to był istny dramat. Kierownica jest w nich bezużyteczna, nie podłączono jej do kół. Teraz wiem, że moc, moment obrotowy, rodzaj zawieszenia czy inne dane techniczne mają na co dzień drugorzędne znaczenie – liczą się odczucia z jazdy.

      • Kacper Brzeziński

        No właśnie jak pisałem poprzedni post pomyślałem ,jest kilka francuzów które by tutaj podpasowały, (jakieś 206 s16, c2 vts,twingo 2 rs lub zwykła wesja, może clio 3 1.6)bo są gdzieś pomiędzy latami 90′ i tymi nowszymi konstrukcjami typu Abarth Punto inne hatchbacki z turbobenzyną… a jednak strzał całkiem nie trafiony 😛 W budżecie do 15k to może jeszcze Fiesta ST150 byłby całkiem całkiem ,na pewno w porównaniu do Astry H 😀

        No ale fakt ,prowadzenia i odczuć nie zmierzysz :) Nawet jak dokonasz selekcji i zostaną podobne auta ,to rozejdzie się o detale. Clio sport na papierze mi bardzo pasowało ,ale rozwijanie mocy już totalnie mi nie pasowało. Czułem się jak w Hondzie.

        • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

          Wersje usportowione to inna bajka i pewnie nawet francuskie auta prowadzą się bardzo dobrze. Przyznam szczerze, że na Megane RS, Leona Cuprę czy Abartha Punto bym się skusił. Tyle tylko, że szukanie tego to byłby dramat, a mam taki naiwny plan, by szukać w granicach 50-70 km od Konina i Krakowa 😉

      • tokarp

        Gokart z LPG (jest kilka ryzykownych punktów ale prowadzi się dość fajnie)
        https://www.otomoto.pl/oferta/alfa-romeo-147-sprzedam-alfa-romeo-147-2-0-16v-150km-uzywany-lodz-ID6D5sHE.html#b056ce6922

  • http://www.7cylindrow.pl Murzyn

    Miałem podobne rozkminy przy kupowaniu swojego aktualnego samochodu. Analizowałem za i przeciw, szukałem okazji i czytałem o wadach fabrycznych modeli do snu.

    Po czym stwierdziłem „jebać to” i kupiłem czarne E46 coupe, bo po prostu mi się spodobało :v

    Polecam takie podejście do zakupu, mimo że od prawie 1.5 roku nie ma miesiąca w którym czegoś nie wymieniam w tym czarnym gnoju. Może i nawyzywałem na niego nieraz, ale przynajmniej uważam że decyzje podejmowane na spontanie czasami są najlepsze :v

  • Kasia

    Jak się okazuje wybór samochodu to wcale nie jest łatwa sprawa. Ja dopiero kończę jazdy doszkalające w poznaniu i będę podchodziła do egzaminu. Mam nadzieje, że uda mi się go zadać za pierwszym razem i wtedy przyjdzie czas na wyzwanie numer 2 – zakup auta.

  • https://www.czescina5.pl Czescina5.pl

    Wybór samochodu to nie jest wcale taka łatwa sprawa – trzeba rozważyć wszystkie za i przeciw i zdecydować się na ten jeden, jedyny model :) Wiemy coś o tym! Jesteśmy ciekawi, jaki ostatecznie był wybór?

    ___________
    https://czescina5.pl/