O mnie

Zawsze zastanawiałem się, jak to jest pisać stronę „O mnie” na blogu. Jawiło mi się to jak najgorsza tortura i wolałbym chyba wymieniać rozrząd w A-klasie pierwszej generacji, niż babrać się w autoprezentacji. Być może to właśnie z tego powodu nie założyłem bloga kilka lat wcześniej i zamiast spijać modną kawę z olejkiem makadamiowym (nie wiem czy taka istnieje, ale fajnie brzmi), w nowiutkim aucie testowym, męczę się teraz z ogarnianiem hostingów i innych bzdur.

Od godziny ślęczałem przed komputerem, próbując wyskrobać choć jedno słowo. Trzy razy przeszedł on w stan hibernacji, a przycisk „D” kilka razy odmówił współpracy, nie chcąc się po ludzku wcisnąć – to pewnie od jedzenia solonych paluszków ze stresu. Oczywiście to najgorsze słowo, czyli „Nazywam…” pojawiało się najczęściej i odganiało wszelkie inne wyrazy niczym kioskarz dzieciaki od działu ze świerszczykami.

Postanowiłem wykazać się sprytem. Wziąłem stary, zakurzony zeszyt z liceum. Od religii, znaczy się puściutki. Idealny do napisania „O mnie”. Wygrzebałem też ulubione pióro (oczywiście z czarnym tuszem) i pognałem do źródła inspiracji – do samochodu. W końcu jest to blog motoryzacyjny, nie? I natchnienie nastało!

Przy okazji zauważyłem, że zegarek w kokpicie przestał działać. Wmawiam sobie winę spalonego bezpiecznika, ale wiem, że ten zegarek już po prostu działać nie będzie. Nadszedł jego koniec, szesnaście lat odmierzania godzin oraz minut przeszło do historii i sobie umarł. I jestem tego pewien tak bardzo, jak faktu, że w dowodzie napaćkane mam „Szymon” (ha, widzieliście jak sprytnie przez to przebrnąłem)?

O motoryzacji pisałem już sporo jako copywriter, więc całkiem prawdopodobne, że czytaliście już kiedyś mój tekst, który został, tfu!, sprzedany. I potem skrzynka nabywcy tekstu zapychała się od ochów i achów. Postanowiłem odciążyć nieszczęśników i zbierać zachwyty na własne konto, dlatego też nie krępujcie się, piszcie śmiało. Jak już mi się tych pochwał trochę uzbiera, to zrobię z tego książkę i będę czytał przed snem. A co z negatywnymi opiniami? Te oprawię sobie w ramkę.

A oto kilka innych informacji, których nie chciało mi się ubierać w prozę:

Imię: Szymon – tak dla przypomnienia
Mówią na mnie: Sajmon (oryginalnie, nie?)
Rok urodzenia: 1992r.
Samochód: Heniek, 1999r., 2 litry, czyli po litr na głowę.
Dziewczyna: Bonobo, zwana również Kingusławem, albo Kingusjasem.
Ulubiony napój: Woda spod ogórków
Ulubiony bieg: Dwójka
Dlaczego „Nie lubię diesli”?: Bo „Lubię coupe” brzmiało zbyt gówniano.
Ulubione samochody: Obcisłe. Takie, które otulają kierowcę i łechtają jego ego. Coś jak idealnie skrojony, dopasowany garnitur. Albo egzoszkielet. Albo jak rzecze Mazda „Jinba Ittai”, czyli jedność konia i jeźdźca. (ale równie dobrze może to oznaczać „lubię rzodkiew”, nie sprawdzałem).
Zainteresowania: Motoryzacja, Gitara, Kognitywistyka (bez obaw, to nic zboczonego).
Najbardziej irytująca rzecz: za duża kierownica, zbyt wysoka pozycja za nią, 3 tys. obrotów przy 100 km/h i klekot diesla.
Najbardziej irytujący klekot diesla: Opel Insignia, psia mać, budzik za sto tysięcy.
Dla kogo piszę?: Dla ludzi nudzących się w pracy. Oni przeczytają wszystko.