Najlepszy jest… każdy samochód

To żaden powód do dumy, ale lubię parówki. Nie te najtańsze, wiadomo, ale generalnie od czasu do czasu kupuję. Tak samo jak mortadelę. Albo smaczek – to takie mielone coś, z galaretką dookoła. Podłe, ale smaczne.

Lubię też bardziej wykwintne rzeczy i będąc u Amaro raczej nie zamówiłbym zimnych nóżek, ale na szybką kolację parówki z keczupem i musztardą są ok. Lubię. Jest wiele innych kompromitujących rzeczy, które darzę sympatią, ale taka dawka samobiczowania wystarczy. Wspominałem już, że jeżdżę Hyundaiem?

Zasadniczą cechą nowoczesnego lajfstajlu jest to, by mieć duże wymagania. Wobec wszystkiego. Dogmat prawi, że najbardziej wobec siebie, ale przecież wszyscy wiemy, że to bujda. Wymagania kierujemy ku otoczeniu. Ku modnym znajomym, ku modnym klubom i ku parówkom, które muszą mieć 172% mięsa z szynki oraz solidną porcję pierwiastka randkowego. I z niewiadomych względów jeszcze nie są modne. Reklamówka winna być eko, serek bez konserwantów, a tapicerka samochodu tak miękka, jak udo rubensowskiej modelki. O, nawiązaliśmy do motoryzacji. Idziemy w dobrym kierunku.

Gdy pierwszy raz wsiadłem do Heńka, w moje plecy wbił się jakiś pręt. Nie jakoś drastycznie, na wylot, ale generalnie było czuć. Tak samo, jak czuć kopnięcie w twarz. Sęk w tym, że zapomniałem o pręcie już po jakichś pięciu minutach. Teraz nie czuję tego wcale. W moich plecach zapewne zaszły nieodwracalne zmiany anatomiczne, które zostaną zapisane w genach na najbliższe pięć pokoleń. Mój prawnuk będzie miał solidną dziurę w plecach – jak ja. Co prawda nie przyda mu się do zajmowania odpowiedniej pozycji w aucie, ale za to będzie mógł w niej szmuglować do szkoły cukier i drożdżówki.

To jest moja zasadnicza wada. Sprawia, że nie potrafię być wobec auta obiektywny. Z dumą patrzę na wszystkich redaktorów i blogerów, którzy potrafią złościć się na niewłaściwie zamontowany uchwyt na kubek. I to nie tak, że tego nie zauważę. Zauważę. Ale jeśli nie zapiszę sobie spostrzeżenia na kartce w ciągu minuty, bezpowrotnie o nim zapomnę. Potrafię przyzwyczaić się do wszystkiego, a jeździłem autami tak podłymi, że blado wypadłyby przy nich nawet charaktery Stefana Niesiołowskiego i Krystyny Pawłowicz razem wzięte.

Kiedyś padł mi w trasie przepływomierz, co skutkowało gaśnięciem Mazdy 626 na każdych światłach. Taki trochę START-STOP, tylko z niewielką przewagą STOP. I uruchamiało się go z kluczyka. Niezbyt bezpieczna sprawa, bo wysiadające wspomaganie kierownicy i hamulców nie wpływa pozytywnie na technikę jazdy, ale przyzwyczaiłem się do tego po jakichś dwóch kilometrach. Następne trzydzieści przejechałem hamując z piętą na pedale gazu. I dało radę.

Trudno jest mi sobie wyobrazić taki samochód, który by mnie zmęczył. Albo poirytował tak, że nigdy więcej nie chciałbym do niego wsiąść. Bo w gruncie rzeczy czerpię przyjemność z jazdy każdym samochodem. Bez względu na moc, wielkość, czy cenę. Równie ekscytuję się na myśl o przejażdżce Ładą Samarą, co limuzyną za pół bańki. Po prostu lubię samochody. Czym lepsze, tym lepsze. Ale i czym gorsze, tym lepsze.

  • http://motobianco.pl/ Motobianco

    Bo tak ma chyba każdy kto kocha samochody. Nieważne czy wsiądzie do starego grata, czy najnowszej limuzyny, liczy się to że może zdobywać nowe doświadczenia.

    Te wszystkie narzekania że plastik na desce zgrzyta pod paznokciem troszkę bardziej niż w innym aucie, to trochę wymuszona sytuacja. Gdyby nie to, testujący nie mieli by o czym pisać, w końcu każdy samochód by był idealny.

  • http://bass-driver.blogspot.com/ Jarek Michalski

    Ooo, to tak, jak ja. Miałem tyle frajdy z prowadzenia Trabanta 601 (i to dość skatowanego), co z BMW 750iL E38. Podpowiadam – całą masę. A z Citroena GS z ’75 roku – więcej od nich obu razem wziętych. Choć CX już mnie trochę przerósł, ale to tylko ze względu na pracę sprzęgła i rozmieszczenie pedałów w połączeniu z niesprzyjającą nauce nietypowego auta sytuacją na drodze. Jedyny samochód, o którym mogę powiedzieć, że nie miałem z przejażdżki nim żadnej frajdy, to Captur. We wszystkich pozostałych, od zakatowanej Meganki I po moje ukochane Volvo, zawsze znalazłem coś, co mi sprawiało przyjemność.