Nadal nielubiediesli

Gdy zakładałem blog, kwitły kasztany. Był piękny maj, a ja miałem do zrobienia elastyczny łącznik układu wydechowego.  Trzy lata po założeniu bloga stwierdzam, że sam jestem kasztan. Wiecie dlaczego? Bo o Was, Panowie, nie zadbałem. Łącznik zrobiłem. Spaliny wydostające się z nawiewu stoją na mojej liście potrzeb dość nisko.

Wracając do bloga, na wstępie wyjaśnię czemu mnie nie było. Otóż miałem w planach rozwój, jeden z najbardziej dynamicznych rozwojów w Europie. Kupiłem mikrofon, który miał mi posłużyć do nagrywania filmów na Youtube. Nauczyłem się nawet tej formułki, że wiesz: dejno suba. Przełamałem swoją męską dumę i przeczytałem od dechy do dechy instrukcję lustrzanki, coby pobawić się w Patryka Vege. Nawet udało mi się odrobinę zbliżyć do jego kunsztu, bo przytyłem dwadzieścia kilo. I to by było na tyle, jeśli chodzi o kinematografię.

Planowałem też testować samochody. Nawet załatwiłem sobie taki ogromny koc do przykrywania testówek na noc (tak się robi z nowymi samochodami, nie?). Wydawało mi się, że te testy są światu potrzebne. Świat chce wiedzieć, czy w nowoczesnym samochodzie klasy średniej da się przewieźć wannę lub rower Wigry-3. To są rzeczywiste potrzeby dzisiejszego świata.

Moje blogowe zanadrze kryło również relacje z imprez motoryzacyjnych, czyli tych wydarzeń, na których nie dzieje się nic ciekawego, ale wszyscy na nie jeżdżą. Sądziłem, że potrzebujecie informacji na temat tego, w której sekundzie Seba upalający Hondę Civic tuż pod halą wystawową zmielił sprzęgło. Albo czy da się znaleźć 5 różnic pomiędzy dwoma nowymi samochodami segmentu C różnych marek. Takie ciekawostki.

I wiecie co? Tak bardzo zajarałem się tym rozwojem, że przestałem robić cokolwiek. Zwyczajnie brakło mi na to czasu. Zachowałem się jak ten chłop, który tak bardzo marzył o zdobyciu stówy, że nie zauważył dwóch dyszek na chodniku. Jak ten gość, który nigdy w życiu nie zbudował Skody Favorit, a zapragnął produkować  sportowe supersamochody. A nie, czekaj na minutę…

W tym tygodniu wydarzyło się wiele. Przemyślałem sobie moją dalszą blogową przyszłość, napisałem kilka tekstów, zjadłem flaczki, posprzątałem odrobinę na blogu. Co najważniejsze, zdałem sobie sprawę, że skoro nie jestem w stanie zaserwować Wam redukowanych w occie jabłkowym przegrzebków ani kandyzowanego groszku w otulinie z kwiatu bergamoty, to wysmażę Wam pierożki ze skwarkami. Mój blog będzie motoryzacyjnym ekwiwalentem pajdy ze smalczykiem i kiszonym ogórkiem. Na to mam czas, a przede wszystkim chęć.

Mam nadzieję, że wpadniecie.

  • Kacper

    No i gdzie ten nowy nielubiediesli?