Moje małe motoryzacyjne zboczenie

Przyznaję, dziwnie się z tym czuję. To rzecz, z którą bardzo mi nie po drodze, jednak muszę Wam wyznać. Bo Was, chłopy i drogie Panie, szanuję. Pasjonuję się motoryzacją, ale zupełnie nie tak, jak to sobie wyobrażacie. Każdy mój znajomy myśli, że skoro prowadzę blog motoryzacyjny, to uwielbiam rajdy, szybkie samochody i latanie bokiem. Tak wyobrażają sobie, całkiem słusznie, blogera motoryzacyjnego.

Spójrzcie, nie wiem, na Prentkiego. Ten człowiek buduje garaż wielkości mojego osiedla, ma więcej płaskich siedemnastek niż ja sztućców, a po kryjomu – dałbym sobie ukroić rękę – dolewa benzyny do kawy. To typowy motoryzacyjny świr, który pieniądze z komunii córki przepieprzyłby na felgi, a jakby brakło, to zastawiłby rowerek. I ja takich świrów kompletnie szanuję, bo robią to z całego serca. To byłyby najserdeczniej przepieprzone banknoty (oraz rowerek), jakie widział świat. Prentki siedzi w motoryzacyjnym świecie po uszy. Wszystko w jego życiu jest związane z motoryzacją, czego mu cholernie zazdroszczę. I nawet Despasito nagrał. Widziałem go w teledysku.

Ja natomiast nie należę do fanów motoryzacji spod znaku odcinki i tłustych boków. Bo ja, muszę się Wam przyznać…

… fantazjuję o kamperach.

Serio. Na targach motoryzacyjnych w Poznaniu mijam te wszystkie tuningowane BMW z ziewem na ustach, na inne sportowe auta nawet nie patrzę, zaś pokazy stuntu i driftu jarają mnie tak, jak podręczniki akademickie o zapaleniu spojówek. Przechadzam się, z musu, po boksach nowych fur, lecz jakaś wewnętrzna, niezmaterializowana część mnie jest już w dziale kamperów. Wchodzi do ich zanadrzy i ogląda te wszystkie zmyślnie zaprojektowane półeczki, te stoliki z pilśni, te kuchenki i kibelki ergonomicznie poukrywane. I oczywiście te klaustrofobiczne łóżka zlokalizowane nad kabiną, do których i tak pewnie nie dałbym rady wpełznąć. No chyba, że po trzech piwach. Po trzech piwach człowiek zamienia się w elastyczną, gibką panterę. Przynajmniej ja się zmieniam.

Wiem, wyobrażacie sobie mnie jako kompletnego zwyrola. Zgnuśniałego grzyba w kamperze, który zawsze blokuje Wam drogę, gdy spieszycie się do pracy. Muszę więc wytłumaczyć się z mojej osobliwej obsesji na punkcie domów na kółkach.

Bo mi w tym wszystkim nie chodzi o wyjazdy na urlop. Kupowanie kampera tylko po to, by kilka razy wybrać się na wakacje to idiotyczny pomysł. W jego cenie każdy niemiecki emeryt zapewniłby sobie najlepsze hotele świata i to do końca swoich germańskonajeźdżczych dni.

Ja widzę to inaczej. Kamper posłużyłby mi jako pełnoprawny dom. I tak pracuję zdalnie, miasta mi się bardzo szybko nudzą, więc mógłbym pomieszkiwać to tu, to tam, gdziekolwiek by mi się zachciało. Byłbym jak bocian, wylatujący na zimę do ciepłych krajów. Albo jak cygan. Miałbym tabor 2.0. To mój romantyczny pomysł na życie, którego nigdy nie zrealizuję, bo po pierwsze – jestem zbyt leniwy, a po drugie – nie jestem aż na tyle szalony. Po trzecie zaś, romantyczne marzenia mają to do siebie, że są piękne jedynie w teorii. W praktyce i tak pewnie okazałoby się, że nie można nocować nad tuż nad Lazurowym Wybrzeżem lub piękną panoramą Toskanii, bo z miejsca wlepiliby mi mandat, z którego nie wypłaciłbym się do końca kryzysu wieku średniego.

Tak to jest z tymi moimi kamperami. Kocham. Platonicznie kocham. A Wy? Macie jakieś niecodzienne motoryzacyjne zboczenia?

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    Panie, nic nowego 😛 Kacperek pojezdzilbym, ale chyba samemu kupie (nie marzę, planuję!) przyczepę która jak zostawię w miejscu, będę mógł uzbroić a samemu poszaleć beta po okolicy albo po prostu dojechać po jakąs pierdoly bez konieczności chowania wszystkich talerzy po szafkach (czyli po prostu BEZ SPRZĄTANIA :) )

    Wcale nie takie zboczone. Ja chciałbym mieć konia, sam ciągnik, tylko do jeżdżenia do pracy 😛

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    a propos kamperów. Dobrą dekadę temu śmigałem matizem i jadąc na Grudziądz natrafiłem na dwa niemieckie kampery na krętej drodze. Tego się nie dało wyprzedzić. Mnie szybko „łyknęło” kilka BMW i Audi i … ZONK. A tamci sobie popylali dostojnie blokując ruch.
    O kamperach czytałem też ciekawe zdanie, że jednak spora część turystów woli… pojemne kombiki. Dlaczego? Bo nowoczesne namioty rozkładają się raz-dwa, więc baza jest całkiem, całkiem a za to można bezproblemowo skoczyć w każdej chwili do spożywczaka po zapas produktów na posiłki. A po zaparkowaniu kampera, rozłożeniu tego co się rozkłada i przypina do instalacji, to jeśli się nie ma alternatywnego środka transportu to nawet nie ma jak do sklepu skoczyć 😉 Niemniej ładne są, skubane :)

    • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

      Ale jest jedna niezaprzeczalna rzecz. Zwłaszcza jeśli ma się „cichego” kampera opartego o zwykłego blaszaka.
      Można stanąć gdziekolwiek i po prostu tam być. W Chorwacji jest pełno parkingów wzdłuż trasy 8 nad wybrzeżem, gdzie chciałbym stanąć na wieczór na piwko, wykąpać się i cieszyć miejscem. Zwłaszcza jeśli byłoby to jakieś pole albo podjazd na krajówkę. Namiotu nie rozłożysz a busem, choćby na kilka godzin, zawsze staniesz i najprawdopodobniej nikt się nie przyczepi. :)

  • Kacper

    Może o downsizingowy uturbionym potworku ,V8 to lipa .

    • Kacper

      marzę*