Manifest kiepskiego kierowcy

Mam 24 lata. Gdybym miał samochód z napędem na tył, byłbym idealnym materiałem na artykuł w Wyborczej. Artykuł obowiązkowo miałby frazę „kierowca stracił panowanie…”. Mam jednak samochód, w którym cieszę się, że jakikolwiek napęd jest. Mógłby być nawet na jedno koło, jak w Simsonie Duo – niewiele by się w mojej jeździe zmieniło. Jeżdżę emerycko, bez dwóch zdań (w sensie rzadko łamię przepisy). Drogo Gazeto Wyborczo – szukaj gdzie indziej.

Jest jednak większe zagrożenie niż jazda z użyciem dwóch neuronów (naprzemiennie, rzecz jasna). To przekonanie, że etap nauki jest już za nami. Ta rutyna, która wdaje się w codzienną jazdę, a jej ewentualnie zerwanie zaskakuje nas bardziej niż koniec wódki. Rocznie robię ok 30 tys. km. i jak na kogoś, kto pracuje w domu, jest to chyba dość sporo. Nigdy nie miałem stłuczki, ba, nigdy nie musiałem mocniej hamować. ABS poczułem raz w życiu, jak sprawdzałem, czy działa.

Wszystko składa się na to idiotyczne przekonanie, że już nic nie może mnie zaskoczyć.

Dlatego z tym walczę. W bardzo prosty i skuteczny (mam nadzieję) sposób. Postanowiłem zapamiętywać rzeczy, które spieprzyłem na drodze. Każde nieperfekcyjne wyprzedzanie, każdą kijową zmianę pasa i każdy bezsensowny manewr, jaki wykonałem. Jak zdarzy mi się pojechać źle na rondzie, to bankowo wejdę w domu na Google Maps, obejrzę rondo i wirtualnie przejadę je prawidłowo. Przeanalizuję wszystko, nawet jeśli wiem, że nigdy w życiu się na tym rondzie nie pojawię. W imię zasad i kwasów.

Innymi słowy, zapamiętuję wszystkie momenty, gdy zachowałem się jak kierowca Peugeota.

To świetne doświadczenie. Pokazuje mi, ile jeszcze nie potrafię i ile jeszcze muszę się nauczyć. Daje mi to uczucie niepewności, które jest niezbędne, by zachować na drodze skupienie. O złudną argumentację swojej nieomylności niezwykle łatwo. Wystarczy, że uda nam się jeździć 30 lat bez stłuczki albo mandatu. Tyle że to nie zawsze nasza zasługa. Czasem przypadek, czasem szczęście, a czasem fakt, że jakiś inny kierowca dał po heblach, gdy nieudolnie braliśmy na zakręcie trzy tiry naraz. Znam ludzi jeżdżących po kilkadziesiąt lat, z którymi boję się jeździć. Ludzi, którzy nie korzystają z lusterek, nie znają przepisów i od kilkudziesięciu lat mają nieustannego farta. Ich jazda jest zawoalowaną formą rosyjskiej ruletki. Nie chcę być takim kierowcą, więc szukam na siebie haki.

Dzięki temu wiem, jak kiepskim kierowcą jeszcze jestem. I dobrze mi z tym.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Znalazłem bratnią duszę, bo mam taką samą sytuacje, z tą jednak różnicą, że absu jeszcze nie poczułem bo mi nie działa.

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Powiem Ci, że ABS niby spoko, ale przysiady ze sztangą, ewentualnie wypychanie ciężaru na suwnicy – lepszy efekt.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Człowiek uczy się całe życie. Kilka lat temu poszedłem na pierwsze szkolenie z techniki jazdy, później na kolejne. Zobaczyłem na własnym przykładzie, jak bardzo źle jeżdżę, nie płynnie, jak źle siedzę i kręcę kółkiem. Poczułem na torze jak mocno auto potrafi hamować, jak trzeba być skupionym, żeby przeżyć. Teraz może choć trochę lepiej jeżdżę. Ale też mam wciąż świadomość, że każdy zakręt może być tym ostatnim, bo ktoś będzie wyprzedzał na ślepo. Albo TIR gdzieś nie wyhamuje. Warto się uczyć :)