Kupiłbym Elio. Gdyby istniało…

Długo myślałem o tym, jakim zdaniem rozpocząć ten tekst. Podobno pierwsze zdanie jest najważniejsze, więc to które piszę teraz jest zupełnie niepotrzebne. Zapełniacz. Już wszystko przesądzone. Ale wymyśliłem pierwsze zdanie. Brzmi ono: Marzymy o tym, co możemy mieć.

I dlatego nie marzę o supersamochodach w typie LaFerrari, Aventadora, czy Arrinery. Podświadomie wiem, że nigdy się ich nie dorobię. To zapisane w genach, gdzieś obok uwielbienia disco polo, klaskania w samolocie i fascynacji tedeikami. Od jakiegoś czasu myślę sobie o przeuroczym bolidzie, który swoją drogą ma z Arrinerą sporo wspólnego. Nie istnieje i nie jest przesądzone, że istniał będzie. A dlaczego o nim marzę? Już tłumaczę.

2

Spójrzcie na niego. Wygląda okropnie. Ale przynajmniej nie próbuje imitować dynamicznie kreślonego pontonu, czyli obecnego trądu w samochodowej stylistyce. Nie ma w nim krzty agresywności, którą kipią dzisiejsze auta. Rynek nowych aut jest dziś jak Nowa Huta – aby przeżyć, musisz wyglądać agresywnie. Prężyć muskuły, błyszczeć błyskotkami i mieć minę jak Clint Eastwood. Czyli jedną. A jak jest z tym co kryje się pod maską – wszyscy wiemy.

1

4

Umówmy się, Elio to nie jest dobre auto. I nie będzie. Dostajemy co chwilę informacje o nowej generacji prototypu, a każda z nich prąci myszką. Ale chyba to w tym wszystkim jest najbardziej urocze. Dzięki temu Elio będzie wyglądało pociesznie i niepoważnie, a to w moich oczach ogromny atut. Auta, które nie próbują na siłę podnosić swojego prestiżu są na wyginięciu, więc łykam to jak Aspirynę przed i po imprezie.

5

6

Bo kryje się za nim słuszna myśl. To auto ma być wystarczające i proste. Kosztować tyle, ile używany Passat z milionem kilometrów na blacie. Plan jest taki, że bierzesz 6800 dolców, zwijasz w rulon i idziesz do pana Elio. Pan Elio zabiera od ciebie rulon i daje ci wściekłopomarańczowy kadłub z kołami. Proste, nie?

Wiecie co mi on przypomina? Myśliwiec.

Poważnie, tak bym się w nim czuł. No dobrze, może nie jak w myśliwcu, lecz na pewno jak w jakieś solidnej awionetce. Tylko nielatającej. I może to nawet lepiej, bo mam lęk wysokości. Szusowanie po ciasnych zakrętach z pewnością by mi wystarczyło. Wyobrażacie sobie, jak genialne byłoby obserwowanie przednich kół muskających krawężniki? Kurka wodna, nikt by mnie przed tym nie powstrzymał. Ja i mój myśliwiec – przyjaciele na zawsze. Kupiłbym sobie aviatory i wykułbym na blachę wszystkie teksty z Top Guna.

7

To w sumie zabawne, bo w założeniu to nie o frajdę z jazdy tu chodzi. Auto ma być przede wszystkim oszczędne. Tanie w zakupie i eksploatacji. Ma palić w trasie poniżej 3 litrów benzyny. Przewozić w miarę wygodnie dwie osoby + niewielki bagaż. Spójrzcie zresztą na tych wszystkich menedżerów i kierowników dynamicznie rozwijających się firm, wożących się ogromnymi limuzynami. Widzieliście kiedyś, by kogokolwiek wieźli? Ja nie. Jeżdżą sami. Wożą powietrze. Cztery wiecznie puste miejsca. I większość z nas tak robi. Gdybym był menedżerem, albo kierownikiem dynamicznie rozwijającej się firmy, kupiłbym sobie Elio. Woziłbym się nim z klasą Tadeusza Sznuka. Chuj tam z prestiżem. I Litwinami.

9

10

Pomyślcie tylko, 6800 dolców, czyli niespełna 26 tys. zł. Wcale nie mało. Pomyślicie sobie: „To pewnie wcale nie jeździ. Litrowy silniczek i 55KM? Proszejacie!” Ale jeździ i to całkiem sprawnie. Pierwsza setka poniżej 10 (9,6) sekund i prędkość maksymalna 160 km/h to rewelacyjny wynik. Będzie posiadał także klimatyzację, elektryczne szyby i zamek, ABS, kontrolę trakcji, system audio i 3 poduszki powietrzne. Ma być również całkiem bezpieczny. 26 tys. złotych to moim zdaniem świetna cena. Gdybym był właścicielem Biedronki, to wrzuciłbym Elio na pierwszą stronę gazetki. Z dopiskiem „Hit tygodnia”, albo „Ekstra cena”. Kto wie, może puściłbym w dwupakach? Kup więcej, płać mniej. Tylko zwiń w rulon.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Mi też się bardzo podobają takie projekty i chętnie bym się przejechał Elio. Tylko nie wiem czy nie bałbym się cisnąć takim 160 km/h.

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Ja też, ale te autostradowe 120 km/h bym poleciał. I w mieście odstawiałbym wszystkie Paski B5 1,9 TDI.

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    A mnie to nie rusza ;
    I do pracy mimo posiadania tego małego stwora jakim jest Szkarada, dalej jednak dość często jeżdżę Buczkiem. Bo kurde lubię wsiadać w te wyjebiście wygodne fotele, czuć zapach i dotyk skóry, słuchać bulgotu.
    Szkarada ma swój urok, ale jest on na całkiem innym poziomie :) i trasa nim na dystanse dalsze niż 100km to masakra 😛 Astra I od przyjaciółki jest cicha i jeszcze ekonomiczniejsza w gazie, ale co z tego skoro dalej nie daje mi tej przyjemności z przemieszczania się w niej 😉