Kto prowadzi twój samochód?

Zaczęło zmierzchać. Litery artykułu w najpopularniejszym polskim czasopiśmie motoryzacyjnym zlały się w bezkształtną breję i już nie wiedziałem, czy to przez brak światła, czy po prostu znowu coś sknocili w druku. Cóż, dzisiaj się nie dowiem dlaczego niemieckie samochody są najlepsze. Odkładam gazetę i zapalam świeczkę. Następnie podnoszę ją z podłogi, szukam stabilnej podstawki i zapalam jeszcze raz. Wosku nie zmywam, może jak zastygnie to ułoży się w kształt twarzy Chrystusa. Dzwonię do elektrowni.

Po pół godziny oczekiwania zgłasza się głos w słuchawce:
Dzień dobry, energetyka, w czym mogę pomóc?
– Witam uprzejmie, od trzech dni nie mam prądu. – biorę łyk powietrza na zapas, bo podczas rozmów telefonicznych zawsze zapominam oddychać.
– Chciałby Pan zgłosić awarię? – Chciałbym prąd. Najlepiej w gniazdku.
– A czy sprawdzał pan (lista rzeczy oczywistych).
– Sprawdzałem, językiem. Nie kopie.
– Rozumiem. W Pana okolicy nie zgłaszano dotąd awarii, już wysyłam techników.

Usłyszałem to, co usłyszało przynajmniej sto innych osób z mojej okolicy. I przez moment nawet pomyślałem, że to prawda. Że bogu ducha winny głos z słuchawki wysyła sto pierwszą załogę, która podobnie jak sto poprzednich zginie w wyprawie do Pątnowa. Tu nie ma przelewek. Następnie illuminati pozbędzie się głosu z słuchawki w myśl zasady – nie ma świadków, nie ma zbrodni. Ciekawe czy mają takie specjalne przemówienia jak miał Nixon, gdy Armstrong, Aldrin i ten trzeci (Astral?) lecieli na księżyc.

No bo jak to tak? Trzy dni bez prądu? Ludzie, ja mieszkam 500 metrów od elektrowni! Mógłbym sobie ten prąd kablem przyciągnąć, podpinając się bezpośrednio do generatora. Ale nie, bo są problemy. Dopiero jeden autochton wyprowadził mnie z błędu, tłumacząc, że co prawda 500 metrów od nas jest elektrownia, ale prąd ciągną gdzieś ze śląska. Rozumiecie? Do wielkopolski. No to gdzie idzie ten nasz prąd? – pytam. „A, podobno gdzieś nad morze”. Logiczne.

Elektryczność nas rozpieściła. Nie potrafimy bez niej żyć. Uzależniliśmy się. I tym niezgrabnym przejściem przechodzę do tematu właściwego, czyli elektryczności w autach. A raczej elektroniki. Od kilku dni internet drze łacha z Jeppa, pod którego każdy nieco bardziej świadomy w internetach szpec może się podpiąć. Co więcej, może przejąć nad nim kontrolę. Siedząc wygodnie w swoim fotelu i popijając kefir. Nadeszły czasy, gdy zły człowiek nie musi wbijać się w laczki i śmigać pod twój dom z brzeszczotem, by urżnąć ci przewody hamulcowe. Wystarczy, że kliknie find, twój samochód i po sprawie. Przejmuje kontrolę nad twoim autem. Gdyby nie fakt, że jeżdżę starym Hyundaiem, nad którym sam mam nikłą kontrolę, nie mówiąc o jakichś tam hakerach, to sikałbym po wewnętrznej stronie uda.

Słyszeliśmy też o Toyocie Prius, którą udało się zatrzymać zdalnie ze 130km/h i o Fordzie Maverick, w którym wyłączono hamulce. Można fałszować wskazania prędkościomierzu, włączyć przeboje Maryli Rodowicz w radiu, a nawet uwięzić kierowcę w aucie, blokując centralny zamek. Następnie go usmażyć, włączając ogrzewanie na lubelski full. Brzmi strasznie? Ano brzmi. Jestem ciekaw jak sprawa wygląda w przypadku Land Rovera, którego będzie można prowadzić smartfonem. Przecież na androidzie (sam posiadam od wielu lat ten system, więc wiem) okresowo zacina się nawet zegarek. Miałbym tym sterować samochodem? Ni nigd nig igd igdy. Wys łano z andr dro droid.

Nie znam się na konstrukcji samochodów. Nie mam pojęcia o elektronice. Ale do głowy mi nie przychodzi jak można stworzyć system, do którego da się bezprzewodowo podłączyć i wpływać na hamulce. Gdybym sam projektował auto, włożyłbym tam dwa komputery. Jeden odpowiedzialny za kwestie ważne (hamulce, silnik, układ kierowniczy, systemy bezpieczeństwa itp.) i drugi na pierdoły (facebooki, nawigacje i inne bzdury). Byłyby w oddzielnych skrzyneczkach, a między nie dodatkowo wcisnąłbym kawał grubego filcu. Tak dla pewności. Wystarczy odrobina ignorancji zdrowego rozsądku.

Kończę już, bo się wzruszyłem. Bądźcie zdrowi i pijcie kefir.

  • pieklonakolach

    Niedługo, jeśli nie już, ludzie nie będą w stanie się odnaleźć w trakcie chwilowej przerwie w dostawie prądu. Nie będą potrzebne żadne wymyślne superbronie żeby zasiać panikę, wystarczy, że gdzieś jakiś pstryczek-elektryczek zrobi „pstryk” i po makale.
    W świetle tego zupełnie nieprawdopodobna zdaje się informacja na którą kiedyś trafiłem ( niestety nie pamiętam gdzie), mówiąca, że misja Apollo lądując na Księżycu miała do dyspozycji komputer sterujący rakietą o mocy obliczeniowej pralki automatycznej ( informacja sprzed kilku co najmniej lat – więc teraz pewnie odkurzacz ma więcej). Da się?

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Ostatnio zdałem sobie sprawę z tego, że mój smartfon jest mocniejszy, niż mój pierwszy komputer. A nie było takiego kozaka, co by mi na osiedlu podskoczył. Ależ ten czas leci.

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    Jak ruskie na nas najadą, ściągnę z szafy Twistera, Eurobiznes, dwie talie kart i alko-chińczyka! A po alko-chińczyku zagramy w Jengę! O! Wtedy się najfajniej gra! :>

    A wszystko to co można zrobić z autem to wina specyfikacji CAN. No i oczywiście lenistwa producentów. „No bo kto by tam się włamywał do naszego auta?”

    http://niebezpiecznik.pl/post/jezdzisz-jeepem-albo-chryslerem-mamy-zla-wiadomosc-ktos-przez-internet-moze-zablokowac-ci-hamulce-w-trakcie-jazdy/

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Ja w tej desperacji sięgnąłem po stare wydania Motoru i czytałem o Passatach, Fabiach i Daciach. Że też nie mam alko-chińczyka! :)

      • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

        Nic straconego! Ściągasz, drukujesz, laminujesz!