Jak powstał Crossfit?

Nie wiem, czy macie tak samo jak ja, ale lubię sobie dowymyślać historię stworzenia. I nie chodzi mi tu bynajmniej o stworzenie świata ani nic górnolotnego. Najbardziej bawią mnie żarty na temat powstania rzeczy prostych, codziennego użytku. Są to rzecz jasna moje żarty, które opowiadam sam sobie w głowie. Czasem mnie śmieszą, czasem nie, czyli jak każda ludzka tragedia.

Najgorzej jest wtedy, gdy śmieszą mnie w miejscu publicznym. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że mój śmiech podczas pakowania fasolki po bretońsku do koszyka może wzbudzać mieszane uczucia. Ale cóż… taki już jestem. Taki się urodziłem. Żyję własnym życiem. Pierniczę od rzeczy.

Rozumiecie, o co mi chodzi. Weźmy na ruszt ćwiczenia fizyczne. Ktoś kiedyś pewnie chciał założyć siłownię. Miał pewnie na imię Marek, bo dlaczego miałby mieć inaczej. Nie ma powodu.
– Założysz siłownię, Marek – pomyślał sam sobie, a przed nim zjawił się kolega Staszek.
Skoro już zmyślam tę historię bez sensu, dodajmy, że Staszek był cały na biało. Bo czemu nie?
– Założę siłownię, Staszku – powiedział już całkiem na głos. – I co to za brązowe mokasyny?
Marek nie wiedział, że Staszek jest cały na biało. Tylko ja to widzę. No i Wy, nie?
– No dobrze, Marku, ale wiesz, że taka siłownia to sporo kosztuje? Musisz kupić maszyny, gryfy, ciężary, rowery, bieżnie, ergonometry, ławki, stepery (powoli brakuje mi pomysłów) hantle, sztangielki, maty, kettle, (a nie, jednak nie tak źle), lustra i jeszcze więcej ciężarów, bo przecież każdy solidny chłopak wie, że ciężaru to trzeba sobie dopierdolić.
Marku zdawał sobie sprawu z trudu. Wiedział, że będzie ciężko. Dumał, że Staszek niechybnie trafił w punkt i ciężaru doprawdy trzeba sobie dopierdolić.
– Ale nie martw się, Marku, mam pomysł. Wynajmiemy piwnicę pod byłym Pewexem, grzyba pierdolniemy chlorem prosto z taczki i ruszamy z tym bigosem.
– Staszku, a maszyny? – rzekł w porę z otwartym rozporem.
– Pierdolić maszyny. Kupimy trochę profili z Brico, gazrurek z Liroja, płyt paździerzowych z Castoramy i opon z Zetora. Wstawimy to do piwnicy. Marku, pieniądze to będziemy na kilogramy liczyć, a karnety wypisywać na karteczkach z Aflofarmu, ołówkami z Ikei.
W sensie, że będzie ich dużo. Tak jakby ktoś… przecież ktoś mógł nie zrozumieć. Nie?
– Ależ Andrzeju, to szaleństwo! Co my tym ludziom powiemy? – wzruszył się Marek, nazywając omyłkowo Staszka Andrzejem.
– Żadne szaleństwo! Powiemy im, by biegali, podskakiwali, robili pajacyki, pompki, brzuszki i tympodobniej. Zajęcia będą w grupie, powie się, że to dla klimatu, motywacji i niesamowitych ludzi. I jebniemy najwyższą cenę w mieście, żeby przypadkiem któremuś nie przyszło do głowy, by nie przyjść.
– To jest WF, Staszku.
– Nie, Marku! To lifestyle.

I tak powstał Crossfit. Tak to sobie wyobrażam.

Właściwie to chciałem jakoś zgrabnie przejść do tematu motoryzacyjnego i napisać, że z autami też tak jest, ale to nieprawda. Z autami jest zupełnie inaczej. Ale o tym już wkrótce.

  • https://www.facebook.com/AEROzol AEROzol

    Heh.. krosfit był nawet modny przez jakieś 3 miesiące 😛 Nagle prawie wszyscy znajomi pierdzili mi o krosficie.. To bylo ci samo znajomi, którzy jakieś 2 lata wcześniej mówili o zumbie.. A dzisiaj to już nawet mało który z nich chodzi na siłownie.. Podobna sprawa z bieganiem, endosrondomondo itepe… I nie chodzi, że tępię wysiłek fizyczny ( co to to nie), ale to, że ludzie podążają za tłumem i robią to co jest modne, a nie to co faktycznie chcą robić ;))

  • https://ubezpieczamy-auto.pl/ Kasia z ubezpieczamy-auto.pl

    Zgadzam się z przedmówcą, ale niestety uprawianie sportu czy w ogóle ruszanie się jest nam potrzebne i niestety wielu z nas o tym zapomina. Jak już koleżanka nie biega to ja też nie będę bo po co. Bez sensu. A w dobie siedzenia godzinami przed komputerem czy w fotelu samochodu ten ruch jest bardzo potrzebny. I nie ważne jak będziemy się ruszać ważne by w ogóle to robić.