Chciałbym być fanbojem Hyundaia

Zostać fanbojem nietrudno. Przepis jest prosty – kupujesz kilkunastoletnie BMW albo jakąś dłubaną Hondę Civic, a Szacun spływa na ciebie strumieniem wartkim i krzepkim. Stan auta nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Twoja wiedza o marce i modelu również. Szacun jest obligatoryjny i niepodważalny.

Jedyne co musisz zrobić, to wrzucić sobie fociszcze auta na profilówę, zarejestrować się na forum modelu i ewentualnie wybrać od czasu do czasu na zloty. I nie będzie absolutnie żadnego wstydu w tym, że ten wyjazd przewyższy kwotą wartość twojego samochodu. Te auta po prostu mają wypisane w karcie pojazdu i wbite do dowodu, że należy im się przyklask.

I się wcale nie dziwię, bo są dobre.

A na antypodach tego motoryzacyjnego poważania, na absolutnych peryferiach automobilowej zajebistości jest Hyundai. Np. mój. Prestiż związany z posiadaniem Hyundaia jest porównywalny z tym, który towarzyszy posiadaniu rzeżączki. Cichy chichot motoryzacyjnej ciżby to rzecz, którą automatycznie przyjmujesz wraz z umową zakupu auta. Świadomie, bądź nie. Jeśli kiedykolwiek będę sprzedawał Heńka to z pewnością to wpiszę. Pogrubionym Comic Sansem. Te auta to po prostu obciach.

I też się wcale nie dziwię.

Przez lata zarówno Hyundai jak i Kia wyglądały tak sobie. Mam silne podejrzenia, że miały tajną umowę z producentem Tic-Taców na cichą utylizację niewykorzystanych opakowań. Oceniam to po jakości wykończenia Heńka (niebawem nakręcę o tym film). Było słabo.

I w sumie dalej jest.

Większość modeli zaczynających się na literę „i” jest przezroczysta jak Ryszard Czarnecki. Ba, firma nawet nie za bardzo to ukrywa, bo na tegorocznych targach Motor Show w Poznaniu zaprezentowała wszystkie modele w kolorze… białym. Pewnie w ostatniej chwili powstrzymali się przed założeniem anteny CB na dach i pieprznięciem kajecika przedstawiciela handlowego na podszybie. Nie otake rewolucję jakościową nic nie robiłem.
Ale są takie iskierki. Takie psztyczki patyczki, które smyrają mnie po uchu i dają cichą nadzieję na to, że kiedyś będzie lepiej. Że wsiadając do Hyundaia, który mi się podoba jak cholera, a na dodatek całkiem, całkiem jeździ, nie będę musiał doklejać wąsów i krzaczastych brwi. Że jakiś internetowy gimbus w przypływie hormonów sypnie mi nieśmiałym Szacunem.

Te iskierki to np. Veloster, który wygląda zupełnie inaczej (a to największy komplement dla stylistyki obecnych aut), ma niesymetryczne drzwi i w dupie opinie Janusza ze szwagrem. Kierowca wsiada przez drzwi od stodoły rodem z coupe (jak być powinno), a pasażerowie cisną się przez włazy rodem z T34. Wszystko hula.

Hyundai Veloster

Hyundai Veloster

Hyundai Veloster

Drugą iskierką jest Hyundai Genesis Coupe, któremu zaaplikowano słuszny napęd na zad i całkiem sprawną V6 3.8 litra. Spieprzyli to potem popisowo wagą i skrzynią biegów (umówmy się, przy mocy niespełna 350 KM przyspieszenie do setki w 6 sekund to kompromitujący wynik), ale kij tam, jeździłbym. Bez cienia wstydu brałbym beemki, a jakbym się wewnętrznie spiął i odważył, to może nawet i Audi.

Hyundai Genesis Coupe

Hyundai Genesis Coupe

To właściwie by było, ekhm, na tyle. No, można by się jeszcze „zwykłym” Genesisem pochwalić. Bo i samochód dobry i nazwa niezła. Sam do siebie się dziwię, że Hyundai jeszcze nie wypluł nieco podwyższonej marki w stylu Lexusa i Infiniti. Wróżę dolary. Ale ja nie o tym.

Bo fundamentem, murłatą i legarem do mojej myśli jest to, że nudzi mi się hegemonia Niemieckiej Trójcy (właściwie to Dwójcy, bo Mercedes to wiecie – złotówa crew). To świetne samochody i sam pewnie będę niedługo przeczesywał rynek w poszukiwaniu smutnej Trójki bez domieszki przystanku autobusowego. Z nieukrywaną przykrością i pewnym wstrętem do siebie. Marząc o tym, że Koreańczycy zepną swoje małe pośladki i trzasną nam prosto w twarz samochodami, które połamią te gliniane, niemieckie (i japońskie), nieogolone nogi.

Kibicuję im całym sercem.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Jako użyszkodnik Kijanki przyłączam się do kibicowania. Tylko wyskoczę po jakieś koreańskie rozmówki rodem z tej odpowiedniej Korei, żeby mi się nie pomyliło…

  • pieklonakolach

    Veloster cieszyłby się z pewnością większym powodzeniem, gdyby nie ta asymetria. Siedziałem w takim i całkiem nieźle go oceniam, ale nie wnosi to tak naprawdę nic do tematu, a dla użytkownika korzystniej mieć takie drzwi jak po stronie pasażera. Przy okazji wygląda to wszystko całkiem, całkiem.
    Hyundai czasem nie szykuje się z tym Equusem na jakieś zagranie typu DS Citroena? Nawet emblemat mają inny, żeby odróżnić flagowy pojazd.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Zawsze możesz być pierwszy. Byłbyś prekursorem, a to brzmi dumnie.

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    Panie! Alfa w natarciu już jest. Za kilka lat stanieją Jaguary. No niestety Maserati dalej będzie ultra drogie.
    A Ty tak serio z tym Audi? 😀 Nie wiem jak wy ale kiedy widzę betkę to ja wiem jak ona jedzie 😉 jak widzę mesia większego od C klasy, to ja wiem jak on jedzie. Ale jak widzę jakiekolwiek Audi to w najlepszym wypadku kojarzy się z doczepianą dupą.. znaczy się osią 😛
    Po prostu nie jestem w stanie w mojej małej głowie, wyobrazić go sobie sunącego poprawnym bokiem po śniegu (czyli koła skręcona max, dupa na wylocie).

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Z Audi to ja nigdy na serio. 😀

  • http://tqmm.pl TQMM

    W sumie, patrząc na nową i20 WRC – możesz być fanbojem! 😀