Byłem w kinie na najdłuższej reklamie Opla

Mój stosunek do chodzenia na polskie komedie przypomina stosunek doktora Oetkera do robienia budyniów – wychodzi mi to rzadko. Tym razem jednak ujrzenie Tomasza Karolaka w damskich rajkach zostało przyćmione przez francuskiego producenta samochodów – Opla. Byłem w kinie na najdłuższym spocie reklamowym Opla w historii.

Zaczęło się niewinnie. Bohaterka zastała w Oplu swego narzeczonego, z którym jeszcze przed chwilą obściskiwała się w aromacie mdłych miłosnych uniesień. Co ważne dla historii, w Oplu oprócz narzeczonego znajdowała się inna kobieta, dość jednoznacznie połączona ze wspomnianym narzeczonym jamą ustną. Zdrada ta była niebywale szokująca zważywszy na fakt, że film nazywa się „Porady na zdrady”. Winę należy upatrywać oczywiście w postaci pana Adama Opla, bowiem gdyby nie wpadł na pomysł produkowania samochodów i do końca życia pałał się budową rowerów, do zdrady tej by nie doszło.

Co robi jednak zdradzona bohaterka, widząc wychowanego na własnym cycu Romeo obściskującego się z pasją w jej samochodzie? Dzwoni do Opla i prosi o unieruchomienie samochodu. Przewrotne, biorąc pod uwagę okoliczność, w której unieruchomiony samochód jest raczej akuratnym anturażem dla wyjątkowo intensywnego pójścia w ślinę.

Żart ten można by puścić mimochodem. Otworzyć wyimaginowane okno umysłu i wywietrzyć nieco stęchły smród. Problem w tym, że nie pomoże nawet otworzenie balkonu ani wywołanie przeciągu, bowiem w sukurs przybywa kolejny nieświeży żart. Inna, lecz równie irytująca bohaterka komedii potrąca na drodze kobietę. Niech beznadziei doda tej sytuacji informacja, że obok niej w Oplu siedzi Mikołaj Roznerski z miną numer 5, która jest połączeniem zaciekawienia i grymasu wywołanego uderzeniem w szczepionkę. Co robi kierująca Oplem po tym jakże traumatycznym przeżyciu? Poprawia cyc i dzwoni na oplowski OnStar, pytając czy wszystko z autem jest git. Usłyszawszy odpowiedź od Opla, że, tu cytat, „jest tępą dzidą i omal nie zabiła przechodnia”, a także nieśmiałe zapytanie na temat władania godnością i rozumem człowieka, postanawia popełnić samobójstwo, a film się kończy.

Żartuję, niestety się nie kończy. Bohaterka słyszy, że z autem wszystko wporzo i jedzie dalej. Gdybym ja pracował w OnStar…

Lecimy dalej z tym strogonowem. Przygotujcie popcorn, gdyż następny skecz jest wyborny i smakowity. Tym razem Opel bierze udział w skrzętnej intrydze, stając się niemalże centrum dowodzenia. W każdej tajnej akcji pojawia się jednak moment, w którym trzeba coś wszamać. Co należy zrobić, gdy w brzuchu burczy? Zgadliście, dzwonimy na OnStar.

Zamawianie wegańskich burgerów z ciecierzycy przez oplowski intercom jest tyleż śmieszne, że możemy sobie wyobrażać w tym czasie Miecia Mietczyńskiego i jego smutne, gasnące oczy. Scenę tę ratuje wyłącznie Krzysztof Czeczot, który kręci ten bat z materiału, co do którego większość byłaby sceptyczna i bezsilna. Wir leben autos, wir leben żarten.

Zastanawiam się, ile jeszcze takich subtelnych wrzutek z logo Opla przegapiłem. Dość powiedzieć, że w całym filmie nie występuje żadne inne auto, które nie byłoby nowiutkim Oplem. Już przez sam ten fakt można dość do konkluzji, że film niebezpiecznie balansuje pomiędzy kategorią komedia, a horror. Aż się prosi, by w kolejnym gagu pojawił się np. stary Nissan Micra z poczytnym blogerem w środku, zmieciony żartobliwie przez dostawczego Opla pędzącego z wegańskimi burgerami. Byłoby zabawnie, subtelnie i adekwatnie do z góry przyjętej linii humoru.

Na tej wyjątkowej reklamie Opla bawiłem się wybornie. Żałuję tylko, że nie wykorzystano pełni potencjału. Zabrakło mi np. nawiązań do asystenta zjazdu ze wzniesienia albo drażnienia klasy wyższej. Doceniłbym żart z „kadetem tera”, bo skoro już iść w żenadę, to odważnie. Kończę jednak te heheszki z Opla, bo wciąż mam w pamięci groźbę Opla z reklamy, która hulała w 1999 roku. Pamiętacie to drastyczne przekleństwo? Nie? To Wam przypomnę. Trzymajcie się.

„Opel Astra Classic. Na CAŁE ŻYCIE”.

PS Tak naprawdę lubię Ople. A Astrę I mojego taty wręcz ubóstwiam. Poważnie.
PS2 Pozdrowienia dla Panów i Pań z monitoringu Opla.
PS3 A z OnStar korzystałbym aż by się kurzyło.
Nie ma PS4.

  • http://bwotr.pl/ Bookworm

    Wyjrzałem smętnie przez okno, a tam na parkingu żadnego Opla. Jak pech, to pech a mógłbym się zakochać… Choć może lepiej nie, bo takie jedno auto ze stajni Adama O. obrzydziło mi wypożyczanie pojazdów, podczas wakacji. Toto niestety miało taki silniczek, że klimę tylko było w stanie napędzać na postoju. Ewentualnie podczas jazdy z górki 😉

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Ja mam za oknem wiernego Vivaro, który tonę ziemniaków wiózł, cały dobytek koleżanki z Tyrolu, dwie kanapy z Berlina, motocykl kilka razy. I tylko raz mu silniczek odmówił współpracy, to to ledwo się w Bawarii pod górę wspinałem. Przy większych wzniesieniach do 60 km/h na autobahnie zwalniał, ale dał radę! 😀

  • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

    PS4 też nie kupiłem :)

    A co do targetu i sposobu dotarcia do klienta już powiedziano wszystko.
    PREMIUM WOW PATRZCIE NA MNIE HAJS NA BOGATO…
    w leasingu lub na raty.

    • Kacper

      lol chyba jesteś nie w temacie. Leasing traktuje się jako zakup samochodu na raty ,jest jeszcze najem długoterminowy. Wydając gotówkę na samochód o wartości powyżej 160.000zł fiskus zdziera z Ciebie hajs ,który mógłbyś odliczyć jako koszt ,reguła ta nie dotyczy leasingu. Jakbyś miał do zapłaty 30/40/60/80/100k na samochód to wolałbyś od razu wydać i być „pusty” czy rozłożyć to sobie na raty i mieć jakieś zabezpieczenie finansowe?

      • http://u-beboka.pl u-Beboka.pl

        Jak jestem nie w temacie jak mam wóz w leasingu :)
        Problem w tym że ludzie traktują te wozy jak swoje i teoretycznie tak jest jeśli wszystko idzie zgodnie z harmonogramem i wóz nie jest aż tak kapryśny jak np ten słynny Talisman czy S2SEBOL.
        Wtedy kto za co odpowiada?

        A puentą miało być to że wóz często bez sensu wyposażony w pierdoły, albo wzięty na wyrost, ale raty i leasing pozwolą bawić się na bogato.