Ben Collins: Jak prowadzić? – recenzja

Jeśli kiedykolwiek wypowiedziałeś zdanie zawierające słowa „lubię” oraz „samochody”, na pewno masz ją na półce. To jedna z tych książek, którą dostaje się na święta od cioci. Innego sposobu na jej nabycie po prostu nie ma. Więc jeśli nie masz cioci – przykro mi – ta recenzja jest dla ciebie bezużyteczna.

Wygląd

Jeśli podobnie jak ja łudzisz się, że książka to ostoja treści, mam dla ciebie przykrą wiadomość. Gówno prawda. W książkach na święta liczy się okładka. Ma być ładna, elegancka, z połyskującymi wstawkami. Środek mógłby być zadrukowany paragonami znalezionymi w pobliskim koszu na śmieci – nie ma to najmniejszego znaczenia. Liczy się pierwsze wrażenie tuż po odpakowaniu pstrokatego papieru pakowego. Książka musi zapewnić: „Szanowny Panie, zapłacono za mnie sążnistym banknotem, nie szczędząc go ani trochę, więc proszę łaskawie docenić ten gest. Ciulu.”

Ta książka zapewnia. Jest super. I pięknie prezentuje się na stoliku kawowym albo półce. Idealnie pasuje do tego, aby „przypadkowo” leżeć gdzieś na stole, gdy odwiedza was koleżanka, którą próbujecie poderwać od 5 klasy podstawówki. + 5 do zajebistości na samym wejściu.

Ben Collins Jak Prowadzić 3

Zapach

Pachnie jak książka, chorzy fetyszyści. A czym ma pachnieć, paloną gumą?

…zaraz. Chyba wymyśliłem coś absolutnie genialnego. Znacie maila do Insignis?

Treść

Gdy zobaczyłem znajomy biały kostium na okładce, spodziewałem się jednego – bezkompromisowych porad człowieka, który był Stigiem. Niekoniecznie zgodnych z przepisami, a już na pewno nie ze zdrowym rozsądkiem. Jakież było moje zdumienie, gdy zacząłem czytać o… zajęciu prawidłowego miejsca za kierownicą. To trochę tak, jakby przyszedł do was Satriani i zamiast dzikich solówek i dwudziestopalcowego tappingu, zafundował wam lekcję harcerskich chwytów. Wszystkich trzech. I uczył was łapać e-moll kciukiem.

Ben Collins Jak prowadzić 4

Byłem zdezorientowany. Podszedłem nieufnie. Jak do kierowcy w Fabii. Zadałem sobie trudne pytanie: „Że so? Że Stig będzie mnie uczył jeździć? Tak po prostu?”

Ben Collins Jak prowadzić 5

Otóż to, tak po prostu. Wiem, to czyste szaleństwo, ale Ben Collins, czyli człowiek który upalał najszybsze pojazdy tej ziemi, uczy nas jak prowadzić Renault Clio. Ale w tym szaleństwie jest metoda. Z jej obecności zdałem sobie sprawę dopiero jakiś tydzień po przeczytaniu książki. Wcześniej byłem święcie oburzony, ale nagle doznałem olśnienia.

Nikt z nas nigdy nie będzie upalał najszybszych pojazdów tej ziemi.

Czytanie o tym byłoby porównywalne z opisem smaku potraw, serwowanych przez restauracje z trzema gwiazdkami Michelina. Na cholerę mi instrukcja podawania redukowanej konfitury z mchu? Wolę dowiedzieć się jak wysmażyć stek, by nie spalić go na wiór. I o tym jest ta książka. Większość z nas żachnie się: „Phi, nihil novi. Smażę steki najlepiej w całej wsi”. Będzie miał rację. Ale czyż nie jest tak, że wszyscy smażymy je idealnie, a w chwili gdy na moment stracimy uwagę, palimy mięcho wraz z żoną stojącą obok?

Ben Collins Jak Prowadzić 6

Wiem, to idiotyczne porównanie. Ale z tą książką tak jest. Powtarza podstawy, lecz w przystępny i nienachalny sposób. Pewnie znajdziesz coś, co było dla ciebie niejasne. Jeśli dopiero odebrałeś prawo jazdy, z pewnością warto przeczytać. A jeśli masz prawo jazdy od lat dwudziestu i sądzisz, że umiesz w jeżdżenie, to już po stokroć warto przeczytać.

Takie tam z Heńkiem w tle
Takie tam z Heńkiem w tle

Czy warto kupić?

Jeśli jesteś ciocią – bezsprzecznie. Jeśli zaś nie masz wąsa i liczysz na dobrą lekturę do poduszki, to możesz się nieco rozczarować. To przede wszystkim podręcznik. I to nienastawiony zbytnio na czynnik „A to ci dopiero!”. Anegdoty, owszem, są, ale nie najwyższych lotów. Spodziewałem się miliona ciekawostek z planu Top Gear oraz kompromitujących zdjęć Jamesa Maya, ale niczego podobnego nie znajdziecie. Więcej jest tu opisów NASCAR, a przecież wszyscy dobrze wiemy, że ciężko o tych wyścigach napisać więcej niż trzy zdania. To wiele mówi, nie?

Powracając do pytania postawionego w śródtytule. Nie mam pojęcia, czy warto kupić. Przeczytałem z przyjemnością, ale to jednak aż sześć dych. Mam lepszy pomysł. Idź do cioci i powiedz, że lubisz auta, a następnie poczekaj do świąt.

Dostaniesz Clarksona.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Kupiłem w dniu premiery i jestem chyba w połowie. Delektuje się.

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      O, i bardzo słusznie. Ja popełniłem ten błąd, że połknąłem ją w dwie godziny. Gdybym się tak podelektował, to może więcej orzeszków i rodzynek bym w niej znalazł 😉

  • http://tqmm.pl TQMM

    Leży… na liście do zakupienia 😀

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Sam sobie ciocią, żeglarzem, okrętem… 😀