#będęrobił

Mróz. Ale bez śniegu. Posylwestrowe butelki po tanim winie musującym. Odpadki po petardach. Skórzana tapicerka – zimna jak wątroba Izabeli Łęckiej. Szron na masce. Jaja przymarzające do nóg. Czy można znaleźć lepszy czas na rachunek sumienia?

W tym roku przyszło mi do głowy, żeby postanowienia noworoczne wymyślić sobie z początkiem stycznia. Ostatnio robiłem to w czerwcu, kiedyś we wrześniu. Ale sądzę, że wdrożenie postanowienia noworocznego w styczniu też ma jakiś tam sens. Jednego, nie więcej, bo i po co. I tak też zrobiłem.

Siedzisz teraz w fotelu. Albo na kanapie. Albo na krześle. Albo na tym durnym dmuchanym materacu, co to łatwiej nadmuchać płucem, niż pompką. Albo na kiblu. Nie mam więcej pomysłów. Za to mam jedną prośbę. Pomyśl o wszystkich rzeczach, których nie zrobiłeś. Nie mówię o Twojej koleżance z pracy, porzućmy ten temat.

Chodzi o samochód. Wszystko z nim ok, prawda? Jeździ, prawda? Ale chyba myślałeś sobie ostatnio, że należałoby coś tam naprawić, coś podgiąć, coś wymienić, coś zagadać do koleżanki z pracy, prawda?

Jasne, że myślałeś. Ja też. W samochodzie zawsze jest coś do zrobienia. A w moim samochodzie zawsze jest coś do zrobienia najbardziej. Najbardziej – czekaj na to – na świecie.

Kupując Heńka, wyzywanego przez chamów i prostaków od Hjundaji, nie wiązałem z nim przyszłości. Przeszłości rzecz jasna też nie, bo i jak? Była tylko nieskalana planami teraźniejszość. Po prostu był mi potrzebny. Jak kromka chleba, papier toaletowy, albo ten zajebisty zestaw kluczy i narzędzi z latarką w gratisie. I pozytywką.

Tak bardzo.

Z tego też powodu nie planowałem jakichś gruntownych napraw, bo nasza przygoda miała się skończyć jak dobre małżeństwo – po roku. Ale z nieokreślonych przyczyn, które pewnie dałoby się wyjaśnić jednostką chorobową, postanowiłem z nim zostać. Bezapelacyjnie, do samego końca. Mojego, lub jego. Bardziej jego. Czyli pewnie z dwa, trzy lata, aż pójdzie na kawałki. Jedyne o czym marzę, to aby nie stało się to na autostradzie A2. Mógłbym pobrudzić sobie koszulę sosem z hot doga, a gdzie ja znajdę na autostradzie pralkę? Noże, owszem, smartfony i parfum też, ale pralkę to musi panie nie.

Dlatego moim postanowieniem noworocznym jest to, że będę robił. Stworzyłem nawet akcję. Nazwałem ją #będęrobił. Wyłoniono ją w konkursie na najbardziej kreatywną nazwę, wybierając spośród tysięcy zgłoszeń. Koniec tam mazgajenia się, że się nie chce, że jaja przymarznięte do uda, albo że nowy odcinek M jak Miłość, a tam Lucjan, Basia i Corega. Bierzemy boszkę w dłoń, klucze nasadowe po kieszeniach i młotek. Bo młotek zawsze się przyda. Twarz smarujemy obficie towotem dla nawilżenia skóry, zamknięcia porów przed mrozem oraz ładnego zapachu. I włazimy, jacieżproszę, pod samochód.

Po chwili wychodzimy, bo przecież piwo. Łyk, potem drugi w czasie którego zmieniamy butelkę, a następnie trzeci. I możemy robić.

Na co dzień się nie chce. Jest milion powodów do tego, aby zignorować to brzęczenie spod maski albo lekkie stukanie w okolicy tylnego prawego koła. Bez prędkościomierza też się można obyć, obliczając prędkość na bieżąco po obserwacji drzew, mchu i pozycji księżyca. Klocki zmienimy jutro, nie trzeba przypominać sobie o tym co kwartał. W ten sposób można olać naprawdę wszystko. Dopóki Kargu, tfu, auto jeździ.

#będęrobił to mentalny strzał w pysk. Kluczem francuskim. Ale gumowym, z kosza zabawek dla dzieci, bo mniej boli. W najbliższym czasie będę się tym kluczem okładał na bieżąco, dokumentując wszystko na fanpejdżu. A powodów do okładania się jest mnóstwo. Zaczynając od drobnostek – wymiany radia na nowe, przez nieco poważniejsze, aż do prawdziwego opus magnumdo remontu silnika. Trochę mi smutno, bo zaprzyjaźniłem się już z gościem handlującym olejem i najprawdopodobniej upadnę mu biznes, ale mówi się przepraszam, dziękuję i proszę. Zaniosę mu na pożegnanie kwiaty. Muszę to tylko zrobić z zaskoczenia, jak błyskawica, bo koleś zdanża mi nalać bańkę mineralki i powycierać ręce zanim zamknę za sobą drzwi.

I zachęcam Was do tego samego. Zatroszczcie się o swój wóz. Wymieńcie olej, filtry, świece, żonę – cokolwiek. Byle Wasz samochód czuł się dopieszczony. A jak Wam się będzie chciało, to wrzućcie na FB zdjęcie rozbebeszonego silnika albo polutowanych kabli i opatrzcie hasztagiem #będęrobił. Z chęcią otworzę piwo i popatrzę, a później powiem że ja bym to zrobił inaczej. Przecież nie będziemy jak ciule jacyś sami przy samochodzie robili, nie?

Zawsze jest coś do roboty.

Nie?

  • http://pieklonakolach.wordpress.com/ pieklonakolach

    Jakiś czas temu podjąłem podobne postanowienie, z tym, że bez hasła przewodniego.
    Skoro jednak w Nowym Roku zmieniają się zasady to #będęrobił . Bezapelacyjnie. 😀

    • http://www.nielubiediesli.pl/ Nielubiediesli

      Wydech wyjęty w jednym kawałku, więc jeszcze nie było tak źle. 😀 Niestety, też mnie to czeka. Bardzo pierdziało? 😉

      • http://pieklonakolach.wordpress.com/ pieklonakolach

        Wycięty…bo jakiś spec zaspawał śruby na kryzie za elastycznym łącznikiem, ale fakt, że mogło być gorzej.
        Pierdziało tak, że już nie można było udawać sporta tylko wiało wiochą 😉