3 stadia rozwoju statystycznego polskiego kierowcy

Nie sądzicie, że gdyby nie stereotypy, to życie byłoby znacznie trudniejsze? Musielibyśmy się głowić za każdym razem nad tym, by kogoś sprawiedliwie ocenić, uprzednio oczywiście zagłębiając się w sedno sprawy. Nuda i strata czasu. Poza tym, gdybym chciał napisać ten tekst, musiałbym przeanalizować setki profili kierowców, a od tego krótka droga do myślenia. Co to, to nie. Lecimy więc po linii najmniejszego oporu. Zapraszam.

Stadium pierwsze, larwalne: Seba

Pierwszy etap, pierwszy samochód, pierwszy dziewiczy wąs. Z małego, nieśmiałego chłopca, Seba staje się prawdziwą kobietą. Podwiezion pod wydział komunikacji i w białą skarpetę prawo jazdy schowawszy, uroczyście oświadcza, że za wachę oddać się zobowiązuje i kupić własną e36 przyrzeka. Jeszcze tego samego dnia serwery google i allegro przechodzą w tryb awaryjny w związku z lawiną zapytań: „bmw lpg czarny”, „mocny subufer” i „jak driftować”.

Zdobyte trofeum trzeba uczcić. To naturalne, nawet wśród prymitywnych plemion. Jest zdobycz – musi być feta. Wśród wianuszka kolegów Seby, stłoczonych wokół pracującej na jałowym zdobyczy, można usłyszeć pierwsze opinie gremium: „No dej mu do odcinki!”, „Jak włożysz czipa i stożek, to będzie cacy”, czy „gdzie jest mój Tiger?”. Wszystko w akompaniamencie basu łamiącego piszczele. To stąd te skarpety do połowy łydki, czyli dyfraktory neodymowego jebnięcia. W sensie ochraniacze takie.

Na drodze poznasz go natychmiastowo. Szybciej, niż upierdliwego natręta na suto zakrapianej imprezie. Zawsze zostawia cztery ślady opon + piątą, oleju. Niewiele widzi, bo wzrok zasłania mu kołczan prawilności, lecz nic to – gaz do dechy, odcinka i lecim na Szczecin. Tak to się robi w dwudziestym wieku.

Zwabiona melodią z lekka rozciągniętego łańcuszka rozrządu i nadrdzewiałej końcówki wydechu zjawia się ona – Andżela. Blondwłosa piękność, c’nie? W życiu Seby nastaje szereg zmian. Wraz z ogniskami rdzy na nadkolach, wykwita tęsknota na jego duszy. Tęsknota za wolnością. Przejazd pod Szkołą Zawodową nr 3 w Strzygoniu Małym już nigdy nie będzie tak samczy jak wcześniej. Nasila się wychwyt zwrotny serotoniny, coraz częstsze stają się stany depresyjne, a nawet – boże chroń – pojawiają się przemyślenia. Wskutek tych ostatnich, postanawia udać się do serwisu. Mechanik zmienia rozrząd, a Seba – postać.

Stadium drugie, poczwarkowe: Janusz

Po burzliwym życiu młodzieńczym, hektolitrach wypitego Tigera i kilku przekładkach instalacji podtlenku gazotu, Seba postanawiana się ustatkować. To przychodzi nagle i niespodziewanie. Jak sraczka. Hamulec ręczny staje się elementem zbędnym, ze zderzaków znikają ostatnie naklejki „Za Hajs Matki Baluj”. Melancholia przeplata się z drobnymi przebłyskami młodzieńczej energii aż do tego znamiennego momentu, gdy Seba ostatecznie, jak za sprawą zaczarowanego pompowtryskiwacza, staje się prawdziwym Januszem. Andżela resztkami zmywacza rozstaje się z kolekcją tipsów, a obok grup „fit & active” na Facebooku pojawia się złowieszcze „20+”. Jeszcze tylko szybki pit stop u fryzjera, trwała i Janusz może puszczać z rury biały dym, bo oto – habemus Grażyna!

Janusz z Grażyną wiedzą, że w ich wieku liczy się prestiż i komfort. Dlatego naturalnym wyborem jest zdrowe, niebite Passerati w limuzynie, a jak szwagier się postara, to może i w kombi. Pasję oraz wypracowane przez lata umiejętności Janusza podkreśla turbodoładowany silnik wysokoprężny, nie bez przyczyny przypominający swym dźwiękiem oklaski. Na stojąco.

Ich wspólną pasją są bezkresne wojaże między promocjami w supermarketach, dlatego ani chwili nie wahają się przed podjęciem decyzji o wyprawie. Ba, dorobili się nawet własnej lodówki turystycznej na parówki i piwo dla Janusza. Bo stać. Jako człowiek sukcesu, może sobie pozwolić na 6-7 piwek do obiadu, ukoronowanie ośmiogodzinnej, ciężkiej pracy.

Tak mu się po niej pić chce.

Grażyna nie pozostaje poszkodowana i miast piw, inwestuje w stroje plażowe na baseny Hurghady. Jak twierdzi małżonek, może i wygląda w nich brzydko. Za to grubo. Do dziś nie może sobie wybaczyć, że nie oddał jej przed pięcioma laty za 2 wielbłądy. „Przynajmniej nie mają wąsów” – zdradza.

Stadium trzecie, imago: Andrzej

Imago, owad dorosły, owad doskonały, kopiuj wklej z Wikipedii. Andrzej jest najwyższą formą kierowcy. Jest jak piękny, dorodny motyl. Jest kierowcą świadomym. Wie, że lata poszukiwań samochodu idealnego po prostu zmarnował. Przecież od razu mógł iść do salonu Skody. A teraz? Musi wybierać pomiędzy Skodą i Dacią. Wybór pada jednak na markę z Mlada Boleslav, bo łatwiej znaleźć na allegro koce do przykrywania na noc.

Swoją Fabie ceni za jakość, cenę i to jak fantastycznie się prowadzi. Szczególnie po dwóch głębszych. I nie piwach, z którymi już dawno zerwał. Teraz jego dorodny wąs muskany jest wyłącznie przez szlachetne trunki. Żołądkowa gorzka, śliwowica łącka, samogon. Najlepiej razem. Niczym wytrawny kiper rozpoznaje gatunki zastosowanego ziemniaka i ilość cukru w cukrze, lecz większość degustacji ocenia w kategorii „Kopie, albo Nie Kopie”. Z dużą estymą podchodzi do sztuki, a własnoręcznie skomponowanymi nalewkami obdarza przyjaciół. Czasem jedynie trzeba rozcieńczyć je wódką – w zależności od tego, jak daleko trzeba jechać na grzyby. Odpowiedzialność to podstawa.

Swojej Skodzie zobowiązuje się służyć bezapelacyjnie do samego końca. Swojego, lub jej. Po 5 latach zdejmuje folię z foteli, bo nieco zużyła się od wypraw na działkę. Na drodze poznasz go po wystającej z bagażnika wędce i specyficznej woni. Używa cytrynowego odświeżacza, bo najlepiej pasuje do zapachu ryby.

No, to by było na tyle.

  • http://www.cromo.pl/ Dominik z Cromo.pl

    Kierowca auta firmowego Tomek – stadium przejściowe. Poznasz go po srebrnej Octavii lub oklejonej Fabii w TDI z wielką anteną CB i najlepszym odejściu spod świateł. Bez względu na załadunek.

    • http://www.nielubiediesli.pl/ nielubiediesli.pl

      Ostatnio taka mnie wzięła. Udawałem, że wcale nie chcę szybko przyspieszać.

  • http://u-beboka.blogspot.com/ u-Beboka.blogspot.com/

    Piękne! :)

    • http://www.nielubiediesli.pl/ nielubiediesli.pl

      Bez dopisku „jak Passat w dieslu” się nie liczy!